COŚ DLA CHODZĄCYCH BOKIEM - trasy turystyczne
index witryny
strona główna
wstecz
Ściągnij i skorzystaj. Jeśli ci się spodoba to wspomóż podróżnika, który poświęcił czas i energię aby to ci udostępnić. 100zł to dla mnie jeden dzień podróżowania, ale nawet za 5zł będę ci ogromnie wdzięczny.
mariusz reweda
74 1030 0019 0109 8513 9491 0012
Trasa kajakiem po rzece Sama z Szamotuł do Obrzycka i po Warcie dalej do Wronek, również punkty GPS miejsc przeniosek kajaków
      Mapy nie zawsze potrafią nas doprowadzić tam gdzie dotrzeć chcemy. Na tej stronie możecie znaleźć trasy turystyczne, dostępne na odbiorniki GPS, jakie układamy dla was, dla siebie, jakie układacie dla siebie nawzajem.
      Każda z tych tras jest opisana przy pomocy urządzenia GPS Garmina. Można ściągnąć do swojego komputera plik z waypointami i trackami.
      Niestety tylko nieliczne odbiorniki Garmina potrafią pobierać więcej niż jeden track, więc jeśli wasz GPS nie może zaimportować tracków jakie ściągnęliście wykorzystajcie chociaż waypointy. Niezbędnym wyposażeniem jest komputer i program MapSource do przechowywania i przesyłania do odbiornika GPS waypointów i tracków (więcej informacji o odbiornikach GPS). Jeśli potrzeba Wam więcej informacji piszcie.
      Zachęcamy Was także abyście tworzyli własne trasy turystyczne i dzielili się nimi z innymi podróżnikami. Wystarczy przesłać taką trasę do nas a my ją umieścimy na stronie, nie zapominając oczywiście o podpisie waszego nazwiska.
mariusz reweda
Trasy po Nadwarciańskim Parku Krajobrazowym oraz Rezerwacie Lutynia/Czeszewo. Okolice Warty, na zachód od Konina są interesującą przestrzenią do zwiedzania pieszo, rowerem, lub innymi środkami lokomocji. Dzikie tereny, pozbawione zabudowań (z wyjątkiem opuszczonych domów), w wielu miejscach są podmokłymi grzęzawiskami. Przecinają je liczne rozlewiska i rzeczki, będące częścią Warty. Można tu spędzić kilka dni, będąc odizolowanym od cywilizacji i zagubionym pośród przyrody opanowanej przez ptactwo wodne. Niektóre łąki są uprawiane, inne służą jako pastwiska w suchym okresie roku. Wiosna i jesień to czas kiedy rozlewiska są trudnodostępne dla piechurów. Woda opanowuje wtedy większą część tego terenu. Większość ciekawych miejsc znajduje się po lewej, południowej stronie Warty, ale można też przedostać się mostami w Pyzdrach i Lądzie na drugą stronę rzeki. Działa też tutaj kilka promów, w tym prom w Czeszewie (płatny) oraz w Ciążeniu, pracujące tylko w sezonie letnim, zwykle od początku maja. Rezerwaty Lutynia i Czeszewo to ostępy leśne, przez które prowadzą ścieżki dydaktyczne, warte odwiedzenia. Teren ten przecina droga leśna udostępniona dla ruchu pojazdów. Przy niej zlokalizowano dwa duże parkingi, jeden z wiatami, w środku lasu, przy leśniczówce, drugi nad Wartą. Teoretycznie można tam nocować pod namiotem, albo dojeżdżając kamperem. Rezerwaty te otacza dogodna ścieżka wiodąca górą wału przeciwpowodziowego, na południowej stronie Warty. Dalej biegnie ona aż pod most przy Pyzdrach. Jadąc/idąc górą wału można podziwiać tereny wzdłuż Warty i łatwo dostać się do promu w Pogorzelicy, albo do mostu w Pyzdrach. Wał biegnie dalej na wschód i znika w rozlewiskach Nadwarciańskiego Parku Krajobrazowego. Tam można łazikować na przełaj, najlepiej w kaloszach, albo licznymi dróżkami. Wiele z nich wymaga przedostawania się przez zalane zapadliska i piaszczyste łachy. Ale warto tam pomyszkować, zwłaszcza na wiosnę, kiedy łąki kwitną bajkowo. Można znaleźć opuszczone gospodarstwa, niektóre jeszcze utrzymywane sezonowo, inne zaanektowane na potrzeby wakacjuszy i przyczep kempingowych. Na pewno na rozlewiskach zobaczymy mnóstwo ptactwa wodnego, żab, no i owadów gryzących wieczorami. Tereny parku na wschód od Lądu nie są już tak dzikie, bardziej natomiast są zalesione i uprawiane przez rolników. Po północnej stronie Warty można podziwiać pałac w Ciążeniu, klasztor w Lądzie, a na pewno warto wpaść na rynek do Pyzdr, gdzie jeszcze można zobaczyć tradycyjny, nie zniszczony nowoczesnymi pomysłami architektów, rynek miejski. W załączonej trasie na GPS jest sporo śladów (gęstych i ich kopii mniej gęstych), które opisują prawie wszystkie ścieżki w Parku i Rezerwatach. Nie ma ich na mapach, nie prowadzą tamtędy szlaki piesze, więc ślady przydadzą się. Jest też kilka punktów, które sugerują dobre miejsca na biwak. Ważną rzeczą jest aby do rezerwatów nie wjeżdżać pojazdami silnikowymi. Reszta jest raczej dostępna dla wszystkich. W okolicy, oprócz Warty można spłynąć kajakiem po rzekach Lutynia i Bawół.
Trasa kajakowa po rzece Gwda. Na Gwdzie postanowiliśmy uskutecznić nieco inny plan działania. Spływaliśmy cztery dni, w każdym z nich pół dnia pływania i pół dnia powrotu na pieszo po samochód, noclegi w lesie, w samochodzie. Ta formuła, można powiedzieć hybrydowa, okazała się całkiem przyjemna. Po spłynięciu 8-15km zaczynało się nam już nudzić w kajaku, wtedy zwykle kończyliśmy, we wcześniej ustalonym miejscu, aby zostawić kajaki u gościnnych ludzi i wrócić przez las, spacerkiem, podziwiając piękną Gwdę z wysokich klifów. Udawało się nam bez problemu i opłat zostawiać kajaki do rana następnego dnia. Spływaliśmy z miejscowości Spore do przedmieść Lędyczka. Początek przy wielkiej, nowej wiacie, punkt [909]. Można tam nocować, nawet są latarnie, ale jednak spokój i las dookoła. Pobliski budynek jest niezamieszkany. Odcinek do jeziora Wielimie jest miejscami płytki i jest tam parę zwalonych drzew, ale każdy amator da sobie świetnie radę. Na jeziorze trzeba się sprężać, jeśli mamy przeciwny wiatr, to długi odcinek, ale nie nudy. Na cyplu mamy do odwiedzenia bunkier, punkt [004]. Potem jeszcze nijaki, wyglądający jak sztuczny kanał, spływ do drugiego mostu w Gwdzie Wielkiej i koniec etapu. To zaledwie 10.4km, ale powrót pieszo to 15.4km, za to przez piękny las. Następny odcinek do elektrowni Gołębiewo, punkt [009], jest silnie meandrujący, to około 12.5km, powrót lasem, koniecznie wschodnim brzegiem, tam są piękne widoki, to około 10.5km. Można nocować w elektrowni, 15zł za namiot/samochód. Trzeci etap też meandruje z początku, jest równie piękny jak poprzedni, ale pod koniec się prostuje, staje się nudniejszy, zwłaszcza w okolicy elektrowni Lubnica, punkt [012]. Wcześniej, w punkcie [011] mamy trudny do spłynięcia wir przy dwóch mostkach. Ja spływałem lewym, wydaje się łatwiejszy, ale trzeba się dobrze do tego ustawić aby nie walnąć w szeroki filar. Kajakami otwartymi odradzam pokonywanie tego wodą, lepiej przenieść. Koniec etapu na elektrowni Węgorzewo, punkt [017]. Powrót wschodnią stroną, ładnie, ale trzeba przejść rzeczkę Czernica po zwalonym dębie, bo most już nie istnieje. W tej okolicy jest centrum biesiady rodzinnej, gdyby to kogoś interesowało, my staraliśmy się to ominąć z daleka. Ostatni etap jest króciutki, ledwie 8.6km i kończy się na przedmieściach Lędyczka. Ponownie powrót wschodnią stroną przez piękny las i rezerwat Doliny Gwdy. W sumie rzeka na tym etapie jest dość ładna ze względu na swoje walory leśne. Woda jednak jest zamulona, więc nieprzejrzysta, ale nie śmierdząca. Jest wiele etapów nudnych, ale też kilka bardzo ciekawych, niektóre wymagają szybkich reakcji ze względu na nurt wody. Na długich odcinkach jest ładnie i interesująco. Przyrównałbym tą część Gwdy do najbardziej uczęszczanego odcinka Drawy, może nawet jest ładniej. Niestety jest kilka przeniosek na elektrowniach, większość z nich jest trudna dla samotnych kajakarzy, bo trzeba przejść po żwirze i kamieniach.
Trasa kajakowa po rzece Piława. Spływ na niecałe dwa dni wytężonego wiosłowania. Początek w okolicy wioski Liszkowo, przy moście na drodze Borne Sulinowo - Lubowo. Koniec w miejscowości Czechyń. Całość to około 50km spływu, trzy przenioski, ale niezbyt uciążliwe, za to na początku sporo jezior rynnowych, na prawdę długich. Jeśli przydarzy się południowy wiatr, to trzeba ostro wiosłować. Reszta rzeki ma słaby nurt, tylko miejscami lekko przyspiesza. Więc także wymaga pracy wiosłami. Piława nie jest w żadnej mierze trudna, we wrześniu 2016 nie było ani jednej zwałki na tym odcinku, jedynie kilka rumowisk kamieni. Jest dość ładna, chociaż nie aż tak jak Rurzyca. Piławę można spływać otwartymi kajakami, jest idealna na rodzinne spływy amatorskie. Piękne lasy dają wiele sposobności do odpoczynku na brzegach i dzikich kempingów. Ale także jest spora infrastruktura turystyczna. Nawet w suchej porze jest wystarczająco dużo wody i to wody kryształowo czystej, chociaż zwierzyny nie ma zbyt wiele. Na odcinku miedzy Nadarzycami a Szwecją jest najpiękniej. To zupełna dzicz dawnego poligonu wojskowego, chociaż mało tu zwierzyny wodnej. Za to jesiennymi nocami rykowiska są głośne. To łatwy spływ, w związku z tym, w sezonie, jest tutaj wiele turystów i robi się miejscami tłoczno, chociaż to nie jest tak uciążliwe jak na Drawie.
Trasa kajakowa po rzece Rurzyca. Spływ na niecały dzień, około 20km. Rzeka całkowicie pozbawiona utrudnień, jedynie dwie krótkie przenioski na koniec, przed ujściem do Gwdy. Rzeka idealna dla amatorów i kochających piękną przyrodę. Według mojego rankingu Rurzyca jest w pierwszej trójce najładniejszych rzek w Polsce. Należy się jednak nastawić na spływ bez elementów podnoszących adrenalinę. Więc dla kajakarzy zwałkowych może być nudno. Poziom wody zwykle utrzymuje się na stałej wysokości, kilka jezior po drodze służy za zbiorniki w czasie suszy. Jednakże wody na odcinku za wiaduktami kolejowymi, jest dość mało i nieprzyjemne szorowanie dnem kajaka po kamieniach zapewnione. Woda jest pierwszej klasy czystości, wspaniale zarybiona i usiana piękną florą. Na jeziorach jest sporo miejsc, gdzie można się zatrzymać i wykąpać. Rurzyca to popularny szlak pośród wakacjuszy, więc należy się spodziewać tłumów rozwrzeszczanych turystów w letnie weekendy. Za to jest dość dobra infrastruktura hotelowa i wypożyczalni sprzętu. Nie polecam nocować na kempingu Bar pod słoniem. Jadło jest zachwalane przez konsumentów, ale drogie, natomiast bliskość ruchliwej drogi, wyklucza spokój w nocy. Lepiej zanocować dalej od trasy Piła-Koszalin, w Krępsku. Startuje się zwykle z Trzebiszek, turyści często skracają trasę i startują niżej. Z Trzebiszek można popłynąć jeszcze pod prąd i zwiedzić pierwsze jezioro na szlaku Rurzycy. Rzekę otaczają przepiękne lasy, zachęcające do zatrzymania się na noc nad wodą. W okolicy jest więcej, równie ładnych rzek do spłynięcia i dłuższych od Rurzycy.
Trasa kajakowa po rzece Kwisa. Spływ na półtora dnia, niecałe 45km, start w miejscowości Świętoszów i koniec przed wioską Trzebów. Nocleg można zaplanować w Świętoszowie, pod wiatą za mostem drogowym, albo nieco dalej, po prawej, za miejscem połączenia kanału elektrowni. To drugie miejsce ma nową wiatę i jest w cichym lesie. Inne wiaty na tym szlaku przeciekają podczas ulewy. Można też zatrzymać się na noc w Ławszowej pod wiatą, ale przy moście drogowym i w środku wioski. Spływ robiliśmy w czerwcu 2016, po ulewach, poziom wody był dość wysoki, a drugiego dnia nawet bardzo wysoki, nurt był więc szybki i końcówka wymagała uważności aby nie skończyć w krzakach, albo na brzegu. Kwisa na tym odcinku jest rzeką wymagającą. Mamy sześć elektrowni, każdą trzeba obejść, dwie dość daleko i po betonie, więc odpada ciągnięcie kajaków. Elektrownia w Świętoszowie wymaga opłynięcia płytkim kanałem, pewnie w sezonie suchym trzeba te 500 metrów kajak przeciągnąć po płyciznach. Do tego jest kilka progów. Można je wszystkie przeskoczyć przy wysokim stanie wody, ale odradzam robienie tego amatorom, zwłaszcza w otwartych kajakach. Dwa progi mają silne odwoje, jeden z nich jest obudowany wysokimi ścianami z kamienia. Ewentualna wywrotka z pewnością skończy się utopieniem kajakarza, jeśli nikt nie rzuci mu liny ratowniczej. Dwie elektrownie też są do przeskoczenia, ale dla wytrawnych kajakarzy, w krótkich kajakach. Są też skaliste porohy. Jeden do spłynięcia, ale trudny, drugi to skalny kanion Diabla Tama, do spłynięcia tylko dla kajakarzy górskich, w odpowiednich kajakach. Niestety przenoszenie kajaków na tym bystrzu jest bardzo uciążliwe. W pojedynkę wręcz niemożliwe, zwłaszcza jeśli w kajaku mamy bagaż. Trzeba skakać po wielkich głazach. Tuż za bystrzem jest punkt widokowy na przełomy Kwisy, ale ładniejszy widok jest z dołu. Dalej jest trzypiętrowa wieża nad rozlewiskiem przed elektrownią. Jeśli nie patrzeć na progi, porohy i elektrownie, to reszta rzeki jest łatwa, a dla amatorów na pewno wystarczająco trudna aby przetestować swoje siły przed spływaniem Drawą. Co do urody Kwisy na tym odcinku, to jest w większości dość nudna i nie obfituje w mnogość zwierzyny. Płynie się pomiędzy szpalerem drzew liściastych, a brzegi są pospolitej urody. Natomiast odcinek za Ławszową do mostu autostrady jest, przeciwnie do reszty, urodziwy, kręty i żwirowy. Przemierza lasy świerkowe i sosnowe, brzegi są wysokie i ciekawe. Meandruje pomiędzy łachami żwiru, jak z widokowych rzek górskich. Zdarzają się powalone drzewa, ale nie ma zwałek wymagających pracy. Nurt Kwisy jest dość bystry i zwalnia tylko przy elektrowniach. Jeśli poziom wody jest wysoki, może to wymagać od kajakarza niezwykłej uważności, powstaje wtedy wiele wirów i prądów poprzecznych. Na trasie jest kilka miejsc gdzie można biwakować i schronić się pod wiatą. W tych miejscach są mapki z opisem odcinka rzeki. Przy większości przeniosek są oznaczenia. Tak więc rzeka ma dość dobrą infrastrukturę turystyczną. Natomiast nie napotkaliśmy prywatnych pól namiotowych, czy pensjonatów. Pewnie są w mijanych wioskach, ale reklam na wodzie nie znaleźliśmy.
Trasa piesza po Ińskim Parku Krajobrazowym. Jest to jednodniowa trasa przełajowa, na około 26km. Obejmuje największe atrakcje tego regionu, na południe od miasteczka Ińsko.
Trasa piesza po Bagnie Chlebowo. Trasy piesze po bagniskach Chlebowo. Najlepiej pokonywać je w sezonie zimowym, kiedy woda jest zamarznięta i łatwiej przejść zalane tereny suchą nogą. Blisko Poznania można przenieść się w dziką przyrodę rodem z dalekiej Azji.
Trasa kajakiem po rzece Krępa i jej okoliczych rozlewiskach. Trasa typu wahadło, start i meta w tym samym miejscu. Rzeczka Krępa nie ma silnego nurtu, poza tym najładniejsze odcinki są na rozlewiskach, po południowej stronie Krępej. Przez poniemieckie kanały można się przebić z powrotem na wschód. Jednak najlepiej pływać po tym akwenie w porach mokrych, bo mokradła w większości mają niski poziom wody, za to mułu jest na kilka metrów.
Trasa kajakiem po rzece Ilanka, w dwóch etapach: Trzeci Młyn - Starościn oraz Rzepin - Maczków. Niestety tym razem nie było czasu na opłynięcie całej rzeki. Trzeba będzie tam wrócić i dokończyć sprawę. Tymczasem spenetrowaliśmy górny odcinek Ilanki i muszę przyznać, że nie pamiętam abym ostatnimi czasy płynął tak piękną trasą. W całości jest to rezerwat przyrody, o ile wiem wolno tamtędy pływać. W suchym marcu wody było wystarczająco dużo, jedynie miejscami, przy jeziorze Pniów, oraz za Czwartym Młynem (skok niemożliwy, połamane bloki betonowe w wodzie) zdarzały się mielizny. Całość to królestwo bobrów. Jest ich tutaj nawet za dużo jak na ten teren. Ale pobudowały kilkanaście żeremi, progi zdarzają się po metr wysokości, a z powodu małej ilości wody, bobry budują domy na brzegu. Co chwilę można podziwiać potężne kopce, chociaż same bobry wolą się nie pokazywać. Podobno zyskały ostatnio naturalnego wroga w tych okolicach. Pojawiły się wilki. Ale nie tylko za sprawą bobrów odcinek do Czwartego Młyna jest taki urokliwy. Rzeczka meandruje wąską strugą przez las i bagna porośnięte sitowiem. Niestety całość piękna psuje hałas autostrady, który towarzyszy kajakarzom cały dzień. Płynie się wzdłuż tej arterii Poznań-Berlin. Za Czwartym Młynem rzeczka wpada w wąwóz, jeszcze się zawęża i trzeba walczyć z nurtem na ciasnych zakrętach. Za Młynem Rojek (skok nie jest trudny, trzeba się tylko rozpędzić) woda rozlewa się po lesie i szuwarach, ale zwałki się nie kończą. Ten odcinek jest usiany nimi bardzo gęsto. Co powoduje, że lepiej wybrać się tam dobrym, krótkim kajakiem i mieć nieco wprawy, przygotowania technicznego. Rzeka nie jest specjalnie trudna na tej trasie, nie wymaga przeniosek, ani pomocy kolegów przy przechodzeniu zwałek, ale jest tego bardzo dużo i trzeba wykazać się wytrwałością i siłą fizyczną. Całość, szybkim płynięciem, zajęło nam 7 godzin.
Co innego odcinek Rzepin-Maczków. Ta Ilanka nie jest już tak piękna, powiedziałbym że w porównaniu z Pliszką, według mojego subiektywnego poglądu, przegrywa. Ale to nadal rzeka lubuska, co znaczy o wiele ładniejsza od takiej Drawy czy Wełny i nadal od nich trudniejsza do spłynięcia. Na tym odcinku zdarzyły się nam cztery zwałki wymagające pomocy wzajemnej kolegów, aby się przez nie przedostać, przenioska nie była konieczna. Są za to dwie elektrownie, które wymuszają wyjście z wody. Jeszcze w Rzepinie mamy stary młyn i przepłynięcie przez ciasny zakręt z jazem, po środku stalowy pręt. Wygląda to na trudne do spłynięcia, a w rzeczywistości jest łatwe. Należy kierować się na prawą odnogę. Kiedy wreszcie minie się autostradę, wpada się w cichy las, zupełnie inny niż w górnym biegu Ilanki, ale równie ciekawy, chociaż z małą ilością bobrowych stanowisk. A to wbrew oznakowaniu turystycznemu, które wskazuje, że tu jest tzw. 'bobrowy szlak'. Przed Nowym Młynem rzeka podmywa potężne drzewa i jest na co popatrzeć, jeśli znajdzie się chwilę podczas walki z nurtem w ciasnych zakrętach. W samym Nowym Młynie, jest arboretum, warte zwiedzenia, no i przenioska na terenie elektrowni (właściciel spolegliwy). Przed Maczkowem wpływa się na łąki, obrośnięte sitowiem i z rzadka wierzbami. Jeśli mamy południowo-zachodni wiatr w nos, to będzie to odcinek męczący, ale przyroda nie zawiedzie nas swoim wyglądem. Na odcinku Rzepin-Maczków, zwałek jest o wiele mniej niż na górnej trasie, ale potrafią mimo to zmęczyć. My płynęliśmy to tylko z jednym odpoczynkiem, przez 4.5 godziny.
Trasa kajakiem po rzece Mogilnica od Opalenicy do Konojadu. Z początku rzeka nie zapowiada ciekawych panoram przyrody. Właściwie lepiej rozpoczynać spływ z drogi łączącej Opalenicę z Poznaniem. Chwilę później rzeka wpływa w las i robi się ciekawie. Nawet w suchym lutym wody jest dość sporo, niestety nie jest ona czysta, a nawet lekko śmierdząca. Tym niemniej rzeka jest warta zobaczenia. Kiedy przecina las, a zwłaszcza okolice rezerwatu Urbanowo, jest na prawdę ciekawie. Zwałek nie ma wiele, a te które są, łatwo przeskoczyć. Z początku nawet ktoś starał się udrożnić rzekę i obcinał zwalone kłody w wodzie. Pewnie za pieniądze unijne. Dalej jednak nie ma już takiego wandalizmu i można się cieszyć pracą na zwałkach oraz dziką przyrodą. Rzeka obfituje w stanowiska bobra i wiele miejsc wodopoju leśnych zwierząt. Na wyjeździe z lasu zbudowano zaporę, ale można ją opłynąć z lewej strony. Rzeka jest uregulowana, jeszcze za czasów przedwojennych. Płynie się więc cały czas pomiędzy dwoma wałami powodziowymi. Ale nawet kiedy w drugiej połowie spływu lasów już braknie, to nadal jest ciekawe za sprawą malowniczych wierzb na brzegach rzeki. Wiosek prawie w ogóle nie widać, chociaż zanieczyszczenia ludzkie czuć. Trasa jest dość długa i zabiera około 7 godzin. Można ją skrócić i skończyć na drodze Grodzisk-Poznań, ale dalszy odcinek też jest wart odwiedzenia. Niestety jest bardzo mało miejsc, w których można zatrzymać się na wypoczynek. Wychodzenie na wały powodziowe jest uciążliwe. Rzeka jest możliwa do spłynięcia dla początkujących bez specjalistycznego sprzętu. Jest doskonałą alternatywą do Wełny, Samy, czy samej Warty. Na zakończenie spływu, pod Konojadem, można zwiedzić pradawne kurhany, obok drogi.
Trasa kajakiem po rzece Dojca w środkowym jej biegu. Spływaliśmy w suchym lutym, ale wody było wystarczająco. Natomiast szlak jest zupełnie nieprzetarty, trzeba łamać krzaki i sitowie aby się przedrzeć. W lecie może być o wiele gorzej, zwłaszcza na płytkim jeziorze Wioska. Dopiero od wielkich stawów hodowlanych szlak jest oczyszczony i zupełnie spławny, nawet dla amatorów. Tam zaczyna się oznakowany szlak kajakowy, z miejscami na biwak, plażami na jeziorach, itp. Jednakże najciekawiej dla zwałkowców jest powyżej stawów, tam gdzie rzeka jest dzika i piękna. Woda jest mętna i lekko brudna, ale nie śmierdzi. Mało tu gospodarstw, a jak nie ma ludzi to nie ma kto smrodzić. Przeniosek jest niewiele, prawie wszystko da się przeskoczyć, również jaz w stawach hodowlanych. Rzeka jednak płynie przez środek prywatnego terenu i jeśli chce się z niej wyjść trzeba uprzednio zawiadomić właściciela stawów, facet jednak nie robi problemów i można się z nim całkiem przyjaźnie dogadać. Spływ nie jest długi, ledwie 12km, ale aby się przedrzeć przez dziką część rzeki, trzeba poświęci na to sporo czasu, nam zajęło to 4 godziny. Można kontynuować spływ dalej, przez jeziora Wolsztyńskie i Berzyńskie, aż do niedalekiego ujścia, do rzeki Obry.
Trzy trasy piesze po Rudawach Janowickich. Trasy obejmują największe atrakcje tego regionu. To góry niskie, najwyższy szczyt ma coś koło 840m n.p.m. Są w większości zalesione, więc nie oferują takich widoków jak połoniny bieszczadzkie. Ale mają wiele skalnych ostańców, znanych w środowisku skałkowców polskich. Są tu organizowane zawody wspinaczkowe. Jednakże nie można tego porównywać do czeskiego Skalnego Miasta. Rudawy Janowickie to góry na krótki treking, propozycja na alternatywę do ciągłego powtarzania szlaków karkonoskich czy beskidzkich. Mają przyjemną atmosferę spokojnego odsunięcia się od wielkiej turystyki, kurortów i wysokich cen. Małe wioski mają swój urok dawno zapomnianej, niemieckiej świetności przedwojennej. Są doskonałym plenerem zdjęciowym... jeśli tylko przestać zwracać uwagę na typową degrengoladę ziem odzyskanych dla ludzki przeflancowanych zza Buga. Wiele skał pozwala na amatorskie wspinaczki, nawet bez sprzętu zabezpieczającego. Można w lasach odkrywać własne skałki, nieznane szerszemu gronu. W zimie Rudawy oferują całkowitą ciszę i pustkę, nieudeptane w śniegu szlaki. Załączam trzy trasy opisane śladami i waypointami. Pierwsza biegnie po wschodnich Rudawach, nieco zapomnianych i słabo oznaczonych szlakach, zwłaszcza niebieskim (2015). Zahacza o wspaniałe panoramy ze skał, pośród lasów. Druga opisuje krótszy treking po północnych Rudawach, które już w XIX wieku były miejscem dla uprawiania turystyki. Można zobaczyć ciekawy zamek Bolczów i wspiąć się po zabytkowych schodach na Sokolik. Trzecia trasa jest krótka i obiega kolorowe jeziora na wschodnich rubieżach Rudaw. Zachęcam do nocowania w schronisku Szwajcarka. Można tam wziąć pokój za 25-27zł/osoba (2015), albo rozbić namiot/kamper. Schronisko młodzieżowe w Strużnicy nie działa, a w Bukowcu jest mało przyjazne dla użytkownika (30zł/osoba). Dojechać można główną magistralą kolejową Wrocław - Jelenia Góra, albo samochodem, główną drogą nr 3 z Wrocławia.
Trasa kajakiem po rzece Wrześnica w dolnym jej biegu. Spływaliśmy tą wąską rzeczką pod koniec października, ale najlepszym okresem jest luty i marzec, kiedy rzeka wylewa, a nurt staje na tyle silny, że aż emocjonujący. W okresie jesiennym nie ma zbyt wiele wody, co skutkuje męczeniem kajaka na kamienistych mieliznach. Zwłaszcza na odcinku Sokolnika-Szamarzewo. Mimo, że rzeczka ma charakter typowo wiejski, płynie pośród pól i wiosek, nie jest brudna, ani za bardzo śmierdząca. Na odcinku od Gozdowa do ujścia płynie w kanionie porośniętym wierzbami. Nie jest wcale nudna, tak jak na przykład Moskawa, czy środkowa Lutynia, rzeki z podobnego rejonu. Na Wrześnicy jest nawet parę zwałek i to trudnych. Nie ma za to zbyt wiele miejsc, w których można by odpoczywać i wyjść łatwo na brzeg. Górny bieg, od Czerniejewa do Gozdowa jest dostępny jedynie na wiosnę. Jest mocno zarośnięty.
Trasy turystyczne po Kaszubskim Parku Krajobrazowym i jego okolicach. Trasy 1-3 idealnie nadają się na przejazd rowerem górskim. Zwłaszcza trasa 1 jest godna polecenia, na odcinku wzdłuż jezior. Jeziora polodowcowe są głęboko zagnieżdżone w zalesionych dolinach. Oznacza to miejscami wspinaczkę na stromizny. Odcinek od Bącza do Mojusza jest uciążliwy, ale ciekawy ze względu na piękne lasy. Punkt [LUBYGOSC] to doskonałe miejsce na biwak. Są wiaty, toalety, woda bieżąca i brak opłat. Północne Kaszuby są słabo turystycznie doinwestowane. Jedyne co można tu spotkać to pensjonaty, restauracje i cała ta infrastruktura dla drobnomieszczan. Szlaki turystyczne (irytująco źle oznakowane), miejsca biwakowe (bardzo mała ilość, a te które są, są zniszczone i nędzne), parkingi leśne (praktycznie brak), informacja turystyczna (poza kilkoma tablicami na ścieżkach przyrodniczych, brak tablic z mapami, atrakcjami turystycznymi, szlakami, itp.), to temat w ogóle nie doinwestowany (2014). Dlatego miejsce [LUBYGOSC] jest takim wyjątkiem. Jednakże sfera turystyki wypoczynkowej, nie mylić z turystyką aktywną jest mocno rozwinięta. Trasa 2 także jest godna polecenia ze względu na górski charakter i piękne lasy na odcinku od Nowych Czapli do punktu [659] (piękna, ciągle zamieszkała, chata kryta strzechą), oraz od Szymbarku do Stężycy. Na pierwszym z tych odcinków w ogóle brak oznaczeń szlaku. Trasa 3 jest dość nudna. Służy jedynie przejażdżce po wsiach kaszubskich. Niestety ich prawdziwy charakter dawno już znikł pod blichtrem i nowobogacko rozumianą nowoczesnością. Atmosferę wsi zagłuszył pęd do efekciarstwa. Oczywiście funkcjonują tutaj, tak jak wszędzie w Polsce, domowe sklepiki z prawdziwym chlebem na zakwasie, jajkami i warzywami. Jednakże jak to podkreślają sami tubylcy w rozmowach, jakość tych produktów pozostawia wiele do życzenia. Nie ma też co liczyć na życzliwość stróżów lasu, w stosunku do biwakowiczów, w tym przypadku przepis jest ważniejszy od gościnności. Należy także pilnować swojego dobytku pozostawionego na czas leśnych podróży, bystre oczy rabusiów czuwają. To wszystko jest właśnie efektem sukcesywnego porzucania tradycji na rzecz nowoczesności widzianej przez pryzmat pieniądza. Pod względem klimatu wsi kaszubskiej, o wiele lepszą destynacją wydaje się być okolica na południe od Kościerzyny. Tak więc Kaszubski Park Krajobrazowy z jego okolicą nie jest super celem wakacji dla aktywnych, przyjeżdżających z bardzo daleka, kwestia kosztów do zysków. Natomiast ma swój potencjał w przyrodzie pięknych lasów. Więc dla przyrodników, zwłaszcza lubiących zejście z ubitego szlaku i własnoręczną nawigację w terenie, jest ciekawą atrakcją. Dodatkowym plusem są kurhany i kręgi energetyczne Gotów oraz tych, którzy byli tu przed nimi. W szkole uczą nas o historii Polski poczynając od powstania plemion słowiańskich, ale tereny te długo wcześniej były zamieszkane przez migrujących ze Skandynawii Gotów. Siedzieli tu kilkaset lat, a ich siedliska istniały ponad dwa tysiące lat. Więc są równoprawnymi właścicielami tej ziemi. Na szczęście nie zasiedzieli się tutaj na tyle długo aby zostać wybici przez Słowian, jak na przykład Jadźwingowie. Po większości osad, które trwały dwa tysiące lat, nie zostało dziś nic więcej prócz kurhanów grzebalnych i tajemniczych kręgów kamiennych, oraz precjozów zebranych w muzeach. Jedną z większych atrakcji w tym temacie są pozostałości kurhanów i kręgów pod Węsiorami. Inne są w Odrach i Leśnie, na południe od Kościerzyny. Godne polecenia jest także muzeum w Chojnicach. Okres fascynacji tym tematem powoli mija, co widać po znacznym spadku frekwencji odwiedzających Węsiory, nic dziwnego, nie są to atrakcje widowiskowe, jak na przykład 'dom do góry dachem' w Szymbarku. Ale mimo to warte odwiedzenia dla poszukujących 'czegoś' więcej.
Trasa kajakiem po rzece Parsęta w środkowej części, od Osówko do Pustary. Ten odcinek jest spławny przez cały rok i nie przedstawia sobą żadnych, większych trudności. Niestety nie jest też piękny, a ledwie ładny. Woda nie jest czysta, a nawet miejscami śmierdząca. Doceniają to bobry, których tu w ogóle brak. Za to w lecie można zobaczyć wiele zimorodków. Odcinek do Przegonia ma kilka łatwych zwałek. Do pokonania każdym stanie wody. W Przegoni zwykle zaczynają spływ turyści i od tego miejsca szlak jest bardzo łatwy, jedynie przed Karlinem można spotkać trzy zwałki, ale do pokonania bez wychodzenia z kajaka. Dalej rzeka jest szeroka, czysta i nadal szybka. Można powiedzieć, że nadaje się dla amatorów, ale może ich zrazić do kajakarstwa nuda, bo brzegi tylko miejscami za Osówkiem, przed Karlinem oraz w okolicy Skronie są ciekawsze, poza tym krzaki, wysokie brzegi pól uprawnych, pastwisk, szuwary. Rzeka ma mało miejsc, w których można wyjść rekreacyjnie na brzeg. Najłatwiej zrobić to w miejscach udostępnionych dla wodopoju krów na pastwiskach. Stanice kajakarskie są tylko dwie, infrastruktury turystycznej brak. Wyjątkiem jest tylko prężnie rozwijające się Karlino, dzięki swojemu wizjonerskiemu burmistrzowi. Na Radwi, w mieście jest bardzo dobra stanica. Od Białogardu do punktu [622a] rzeka płynie niezwykle nudnym kanałem, regulowana wysokimi wałami. Ten pochód kończy się elektrownią z przenioską (w 2014 w budowie).
Trasa kajakiem po rzece Brda w środkowej części, od Swornegacie do Woziwoda. To najłatwiejszy i chyba najpiękniejszy odcinek tej rzeki. W mojej subiektywnej ocenie Brda przepływa w tym miejscu przez lasy ciekawsze i piękniejsze niż otoczenie Drawy w Parku Narodowym. Początkowo płynie się przez jeziora, ale nie jest to nudne, wręcz przeciwnie, brzegi są interesujące, a z szukaniem noclegu na dziko nie ma problemu, miejsc pięknych, łatwo dostępnych, zaopatrzonych w suche drewno na ognisko i oddalonych od siedlisk ludzki jest bardzo dużo. Na jeziorach wiatr może skutecznie spowolnić spływ, a nawet uniemożliwić wysoką falą. Lepiej więc trzymać się blisko brzegu. Za wioską Zapora (zapora wodna z elektrownią) kończą się jeziora i rzeka nabiera tempa. Zdarzają się bardzo rzadko zwalone drzewa, ale łatwe do pokonania. Niestety na zaporze trzeba przenieść kajaki ponad 200 metrów. Nie ma żadnych udogodnień dla kajakarzy, wyjście i zejście jest kamieniste i betonowe. Jest kilka miejsc biwakowych z wiatami i sporo prywatnych kempingów, a nawet hoteli. W Rytlu trudno wyjść z wody, aby pójść na zakupy do sklepu. Za to w Męcikale i Brdzie mieszkańcy cenią sobie dochód jaki generują kajakarze i ułatwiają dostęp do wsi. W Woziwodzie należy zapłacić 2zł za odbiór kajaka, ale można go przenieść ręcznie i nic nie płacić. W Swornychgaciach jest sporo wypożyczalni z polietylenowymi kajakami, polecam www.agrokajaki.pl Ten odcinek Brdy polecam dla początkujących. Jest idealny dla tych, którzy chcą zacząć kajakować i poznać to co najpiękniejsze w takiej formie spędzania czasu. Środkowa Brda ma czystą i przejrzystą wodę, doskonałą do kąpieli. Na brzegach nie ma śmieci, nawet bobry nie działają tutaj zbyt intensywnie.
Trasa kajakiem po rzece Bawół / Czarna Struga w okolicy na zachód od Konina. rzeczka okresowo niespławna, najlepiej atakować ją na wiosnę. Wtedy potrafi mieć ponad metr głębokości i szybki nurt. Można ją znaleźć niedaleko dolnej Prosny, ale jest bardzo podobna do Lutyni, chociaż ta ostatnia nie ma tak silnego nurtu i jest ciekawsza. Bawół płynie niskim kanionem pośród pól uprawnych i przechodzi kilka jazów i tam poniemieckich, dogodnych do skakania. Nie ma na niej zwałek, drzew jest dość mało, a mostki na pola wystarczająco wysokie. Płynie się szybko i w dolnym biegu nieco nudnie, ale górny bieg jest niesamowicie kręty i trzeba skupić uwagę na pracy wiosłem, zwłaszcza płynąc długim kajakiem.
Trasa kajakiem po rzece Bukówka w okolicy Wielenia, w Puszczy Noteckiej. Rzeczka w środkowej części, po wpłynięciu do lasu, bardzo ciekawa i krajobrazowo piękna. Jednocześnie dość trudna, z powodu dużej ilości powalonych przez bobry drzew w wodzie. Na łąkach, przy wysokim stanie wody przeszkadzają gałęzie drzew i trzciny. Jednakże te wszystkie przeszkadzajki w lesie i na łąkach są esencją pływania po tak małych rzeczkach. Bukówka jest o wiele trudniejsza od Kończaka, ale nie z powodu stopnia trudności zwałek, ale z powodu ich ilości. 18km zrobiliśmy w ponad 7 godzin, a pracowaliśmy w pocie czoła, przy okazji poszło jedno wiosło i stały się dwie kabiny. Plusem jest leśne otoczenie rzeczki, które przyciąga wzrok, oraz brak smrodu jaki często spotyka się na nieznanych rzeczkach. Poziom wody w suchą wiosnę, w marcu był dość wysoki, ale szerokość rzeczki zapewnia spławność nawet w lecie.
Trasa kajakiem po rzece Mała Panew w Opolskim, od wioski Kokotek do miasteczka Kolonowskie. Rzeka spławna nawet w lecie, chociaż podczas bardzo suchego lata może być za płytka wyżej od Krupskiego Młyna. Prawie cały czas biegnie przez piękne Lasy Lubniewickie. Niestety nie można się tym krajobrazem w pełni delektować, rzeka jest bardzo brudna, a do miasta Zawadzkie wręcz śmierdząca, dalej jest niewiele lepiej. Nawet nocowanie w lesie, blisko rzeki pozostawia na odzieży przykry zapach. Rzeka potrafi być bardzo wysoka, widywaliśmy efekty powodzi na gałęziach drzew ponad 3 metry wyżej od lustra wody. Na odcinku do Krupskiego Młyna jest trochę zwałek i trochę zabawy, prawdopodobnie mogło być dużo lepiej w tej kwestii, gdyby startować z Krywałdu. Za Krupskim Młynem zaczyna się infrastruktura turystyczna i wszystkie zwałki są przecięte. Jedyna pociecha to liczne miejsca postojowe z wiatami i miejscami pod ogniska (drewna brak). Jest też parę wysokich jazów, niektóre trzeba obejść, bo są wysadzane kamieniami, inne można spłynąć po gumowej rynnie nie bacząc na ostrzeżenia wymalowane na znakach. Jeden z jazów może stać się pułapką (punkt 169). Tuż za prawie półtorametrowym uskokiem zbudowano niewysoki murek przegradzający nurt wody. Sam o mało nie przypłaciłem tego połamaniem kajaka. Murek można spostrzec w ostatniej chwili. W okolicy miasta Zawadzkie nurt staje się szybszy, jest kilka małych uskoków, niestety rzeka okrąża jakąś fabrykę ze ściekami. Jednakże rzeczką płynie się dość łatwo, ze względu na szybki nurt, piękną okolicę i nie tak dużo ostrych zakrętów. W pełni można się nacieszyć przyrodą tylko z klamerką na nosie. Nawet zwierzyna wzgardziła okolicą. To pierwsza rzeka w Polsce, na jakiej nie widziałem bobrów, a i leśnej zwierzyny niewiele przychodzi do wodopoju. Trasa opisuje rzeczkę na etapie 43km i spadku 43m. Można to z powodzeniem zrobić w dwa dni, z noclegiem pod wiatami w punkcie 166. Całość zajęła nam w sumie około 10 godzin spokojnego płynięcia, więc nieco szybciej można to zrobić w jeden dzień.
Trasa kajakiem po rzece Pliszka w Lubuskim, od Kosobudek do Uradu, czyli prawie całość spławne. Do niedawna moim numerem jeden była Mierzęcka Struga, ale od tego weekendu najpiękniejszą rzeczką na kajaki jest dla mnie Pliszka, zwłaszcza w jej początkowym biegu, od Kosobudek do Debrzenicy. Na tym odcinku mamy dwa, wysokie na prawie metr żeremia bobrów do przeskoczenia. Rzeczka leniwie, bardzo płytko meandruje pośród lasu liściastego w płytkiej dolinie. Dalej zaczyna się normalna praca zwałkowa, czyli dość dużo, ale łatwych przeszkód, czyli zwalonych drzew. Rzeczka nie ma wielkiego spadku, więc przechodząc przez trawiaste bagnisko meandruje w nieskończoność i w ten sposób nabija się kilometry. Za miejscowością Pliszka mamy małe jeziorko do przepłynięcia na wskroś, a potem, niedaleko Gądkowa Wielkiego duże jezioro (ponad 2km długości), na nim należy celować w zielone szuwary po lewej, na jego zachodnim końcu. Od jeziora Wielicko do Sądowa rzeczka jest nieco mniej ciekawa, ale za to bogata w pracę zwałkową. Pod wodą jest wiele kamieni zmieniających niespodziewanie tor płynięcia kajaka. W niektórych miejscach rzeczka nabiera tempa. Zaraz za jeziorem Wielicko mamy pierwszy jaz do spłynięcia, potem jest jeszcze jeden do przeskoczenia, a ostatni do zmęczenia na prawo, środkiem jest za płytko. Odcinek z Sądowa do Koziczyna jest powolny i łatwiejszy, mniej zwałek. Elektrownia w Koziczynie męczy przenioskami, trzeba wsiadać dwa razy do kajaka, aby przepłynąć kilka metrów i ponownie przenieść kajak. Dalej, do Uradu rzeczka początkowo jest oczyszczona, ale nieco śmierdząca, potem robi się malownicza i kręta. Odcinek między jeziorem Wielicko a Koziczynem jest uczęszczany przez turystów, robią go w dwu etapach. W ciepłe weekendy niestety jest na rzece głośno. A Pliszka to przede wszystkim festiwal przyrody, który można oglądać z kajaka i jednocześnie bawić się miejscami przekraczając zwałki. Problemem może być nisko poziom wody w okresie suchym, zwłaszcza przed jeziorem Wielicko. Infrastruktura turystyczna jest bardzo podstawowa (2013), drogi dojazdowe do miejsc gdzie można zacząć lub skończyć jakiś etap są typowo leśne. Na całym biegu rzeki nie ma miejsc piknikowych, ani wiat. Przenioski na jazach, jest ich kilka, są nieoznakowane, nie ma przygotowanych miejsc gdzie można by łatwo wyjść lub wejść do kajaka, nie ma ścieżek, którymi przenosi się kajaki. Zwłaszcza elektrownia w Koziczynie jest bardzo źle przygotowana pod spływy kajakowe, zejście do wody jest karkołomne, właściwie tylko skok z półtora metra do głębokiej wody jest wyjściem z sytuacji. Jednak mimo to bardzo gorąco polecam Pliszkę, zwłaszcza wiosną i jesienią, kiedy jest wysoki poziom wody i jest za zimno dla watach pijanych, rozwrzeszczanych turystów. W pliku na GPS umieściłem także drogi dojazdowe do miejsc spływu, oraz miejsca gdzie można zanocować na dziko (nielegalnie). Rzeczkę można zrobić w dwu etapach: Kosobudki - jezioro Wielicko oraz jezioro Wielicko - Urad. To dla wyczynowców, a dla amatorów proponuję trzy etapy, z noclegami pod namiotem w lesie, gdzie popadnie. Rzeczka ma około 57km, ale zajmuje bardzo dużo czasu ze względu na liczne zwałki.
Trasa kajakiem po rzece Flinta z mostu w Ryczywole do ujścia do Wełny i mostku przy leśniczówce. Spływaliśmy przy wysokim stanie wody, więc szybkość nurtu była znaczna, a gałęzie drzew dawały nam po głowach. Na wiosnę można nawet spływać kilkanaście kilometrów wyżej. Flinta po oczyszczaniu to łatwa i spokojna rzeczka. Nie jest bardzo malownicza, może pod koniec, kiedy zaczyna wiercić zakrętami po lesie. Ale osobiście mam sentyment do Flinty, bo nawet spływ po łąkach, pośród pól obrośniętych drzewami, na tej rzece jest miły. Może właśnie spokojem rolniczej Wielkopolski. Przy starcie w Ryczywole, można zostawić wóz przy gospodarstwie, na mecie zostawia się przy leśniczówce. Spływ z Ryczywołu to tylko 16km, zajmuje parę godzin.
Trasa kajakiem po rzece Kończak z mostu w Ludomicach, na kanale Ludomickim do rezerwatu wilków, niedaleko Stobnicy. Kończak to niedoceniana przez turystów rzeka. Jednakże po ostatnich oczyszczaniach nadaje się do spływu nawet dla początkujących na szklakach. Niestety zlikwidowano większość zwałek i płynięcie tą niezwykle krętą, leśną rzeką wiele straciło na uroku dla lubiących zabawę w off-road rzeczny. Tym niemniej rzeczka jest niezwykle urokliwa, położona w pięknej okolicy, nawet kanały z których sie startuje (również Połajewski) są ciekawe i warte odwiedzenia. Jeśli ktoś z okolic północnego Poznania zastanawia się czy spłynąć Wełną, to dużo lepszą alternatywą jest Kończak, chociaż to tylko 15km. Niestety końcówka spływu jest nieprzygotowana pod kajakarzy. Rezerwat wilków jest zamknięty dla kajakarzy, z niewiadomego powodu i trzeba kończyć w środku lasu, gdzie nie można dojechać samochodem po kajaki (zakaz wjazdu, ale leśniczy z pobliskiej leśniczówki pozwala wjeżdżać kajakarzom), trzeba dojść 1600 od leśniczówki. Na początku, w Ludomicku, przy moście, jest dom i gospodarz chętny do przechowania samochodów. Przejazd z mety do startu musi odbyć się przez las i leśne drogi w kiepskim stanie (jak dla osobowych samochodów). Mimo wszystko Kończak jest wart spłynięcia.
Trasa kajakiem po rzece Korytnica z mostu w Nowej Korytnicy do Drawy i dalej do Sitnicy. Jest ślad i kilka punktów oznaczających miejsca biwakowe, wiaty, przenioski stałe i tymczasowe. Rzeczka przy średnim poziomie wody jest dobrze spławna, przy niskim pojawiają się mielizny na długich odcinkach w początkowym etapie. Są dwie przenioski na śluzach betonowych, raczej trudno to przeskoczyć. Są cztery miejsca biwakowe, z wiatami, drewnem na ognisko, ale trzeba wykupić bilety na wstęp do Narodowego Parku. Rzeczka raczej łatwa, spokojna i płytka. Nie wnosi zbyt wiele atrakcji zwałkowych, ale za to jest malownicza i bogata w zwierzynę leśną. W dwóch miejscach niskie progi wodne mogą spowodować nalanie wody do niezabezpieczonego kajaka. Końcówka po Drawie, rzece szerokiej, szybkiej, dużo mniej urokliwej od Korytnicy, czasami wręcz nudnej. Przy średnim i wysokim stanie wody w zasadzie na tym odcinku nie ma żadnych zwałek.
Trasa kajakiem po rzece Moskawa z okolic Nietrzanowa do Kępy Małej (tuż przed ujściem rzeki do Warty). Rzeczka miejscami szeroka na 3m, ale w większości 1.5m. Niestety woda dość wolno płynie i zdarzają się długie na 100-300m łachy rzęsy, na 15cm grubej, co skutecznie męczy kajakarzy nie tylko fizycznie ale i zapachowo. Woda płytka, chociaż w okresie wczesnej zimy nie spotkaliśmy mielizn. Jest kilka poniemieckich śluz/tam odmalowanych za unijne pieniądze, ale nie działających, niektóre z nich trzeba obejść lądem, jedną można przeskoczyć (2012). Ogólnie rzeczka nudna, zwłaszcza pierwsze kilometry. Dopiero po przekroczeniu głównej drogi Poznań-Kalisz wpływa w las i na krótkim odcinku jest uroczo. Potem jest dużo pracy na rzęsie, sitowiu i bobrowych zaporach. Nic spektakularnego, ale praca daje zapomnieć o przykrym zapachu. Końcówka jest łatwa, szeroka, płynie przez pola w głębokim kanionie flankowanym wałami przeciwpowodziowymi, jest nawet dość miło.
Trasa kajakiem po rzece Miała z Miałów do Kamiennika; spływ trwa przy wysokim poziomie wody około 5 godzin i jest bardzo interesujący, głównie ze względu na urodę otoczenia samej rzeczki, z początku jest kilka przeniosek na niskich mostkach drewnianych, niektóre z nich można przeskoczyć inne, ze względu na wystające gwoździe, trzeba przenieść, podobnie w okolicy Marylina i Piłki, tam też jest dużo mostków, w końcu mogą nawet irytować, jest też kilka mostów betonowych, przy wysokiej wodzie trzeba się nieźle napracować aby je przejść w kajaku; dolny odcinek, przez lasy jest bardzo ładny, sporo tu bagiennych zapadlisk, rozlewisk, oczeretów, jest też kilka malowniczych, opuszczonych domostw poniemieckich i jeden dawno opuszczony młyn wodny; zabawy zwałkowej jest akurat tyle aby się nie nudzić, ale nie za dużo aby opóźniać spływ, całość ma 20.5km i kończy się przy elektrowni wodnej zbudowanej z dawnego młyna, egzystującego na niegdysiejszej granicy polsko-niemieckiej; niestety jest mało miejsc dogodnych do odpoczynku na brzegu, jest za to kilka gospodarstw agroturystycznych oferujących noclegi; reasumując rzeka na prawdę godna polecenia ze względu na swoje walory krajobrazowe, ale trzeba posiadać minimum umiejętności i dobrego sprzętu aby się na niej bawić
Trasa kajakiem po rzekach Orla i Barycz z Korzeńska do Wierzowic Małych, rzeczki brudne i raczej nudne dla zaprawionych kajakarzy, mimo to warte spłynięcia w pogodny dzień, należy się liczyć z dużą obsadą wędkarzy na obu brzegach, właściwie nie ma przeniosek jeśli obie śluzy są otwarte, one też są jedynym ciekawym akcentem tego szlaku, początkowo Orla jest wąska i bardzo zarośnięta szuwarami oraz zielskiem, miejscami trudno się przebić przez zwałowiska szlamu, śmieci i zielska, wszystko okraszone ciekawymi zapachami, zwałek drzew raczej nie ma. Druga trasa opisana w załączonym pliku to spływ Baryczą z Ryczenia do Wyszakowa. W tym ostatnim ciekawy dom-brama i ruiny kościoła. Traska w większości przez malownicze lasy, po drodze dwa stary mosty kratownicowe. Woda lekko cuchnąca, szeroka i głęboka, na zwałki nie ma co liczyć. Coś w sam raz na spokojny spływ turystycznym kajakiem. Trzeci odcinek opisany w pliku to Barycz z Milicza w okolice Sułowa. Zaraz po wypłynięciu z Milicza, rzeka zaczyna się wić w lesie, zwałek nie ma, ale mimo to jest ciekawie. Na zaporze/elektrowni, można skręcić w kanał Młynówka, albo popłynąć dalej Baryczą.
Trasa kajakiem po rzece Drawa w dolnym biegu, od Nowiego Osieczna do Bielic; rzeka spokojna i bardzo łatwa, szeroka na cztery do pięciu kajaków; jest sporo miejsc biwakowych, w zasadzie brak drzew zwałkowych, dla wytrawnych kajakarzy nieco nudna, ale pomimo to dość urokliwa krajobrazowo. W górnym biegu jest zupełnie inaczej. Nigdy nie sznowałem Drawy jako rzeki godnej pływania, może dlatego, że tak wielu ludzi tam doznaje uniesień. Ale górna Drawa jest bardzo interesująca. Ja pokonywałem odcinek z jeziora Lubie do poligonu Drawsko w suchej i mroźnej zimie. Jednakże wody nie brakowało, trudno było trafić mieliznę, a zwałek nie było w ogóle. No może jedna, ale można ją przeskoczyć z rozpędu. Dla kajakrzy zwałkowych utrudnienia na poziomie zero. Za to woda istny kryształ, nawet na ponad 3 metry widocznośc idealna. Ikonostas brzegu piękny, pierwszy odcinek, od jeziora Lubie, dość dynamiczny, nurt silny, wystarczy sterować, nie trzeba się odpychać. Dalej nurt spowalnia, ale nadal można poczuć napęd od wody. Pod koniec wpływa się na dwa małe jeziora, obstawione przez stanice wędkarzy i wiaty. Muszę osobiście zakwalifikować ten odcinek Drawy jako jeden z najpiękniejszych akwenów dla kajakarzy w Polsce, przynajmniej z tych rzek jakie znam. Czekam tylko na okazję aby przepłynąć poligon, oczywiście bez pozwolenia. Jeśli wojacy się nie popiją to nie będą strzelać do kaczek na rzece. Znam ten odcinek Drawy z wyjazdów motocyklowych i jest dośc ciekawy. Oczywiście mam na myśli starorzecze.
Trasa kajakiem po rzece Struga Mierzęcka z Dobiegniewa do ujścia rzeki do Drawy, no i trochę dalej do pierwszej bindugi; rzeczka miejscami wąska na jeden kajak, ale w większości szeroka na dwa lub trzy kajaki; ma dwie przenioski stałe (elektrownia i bardzo niski most na drodze asfaltowej) oraz kilka drzew zwałkowych, ale można je przejść przy odrobinie samozaparcia bez wychodzenia z kajaka; w dolnym biegu, za pałacem w Mierzęcinie bardzo urokliwa, wije się cudownie przez zalesione bagniska; warto też zajść do pałacu; rzeka średnio-trudna, można ją przepłynąć z powodzeniem szklakiem bez fartucha; jest kilka parkingów z wiatami i możliwością nocowania, ale spływ zajmuje leniwym kajakarzom jakieś 5-7 godzin
Trasa kajakiem po rzece Prosna z okolic Niniewa do Rudy Komorskiej, zaledwie 19km, w lecie rzeczka jest bardzo płytka, trudno znaleźć głębinę 50cm, za to łach piachu i głazów jest dużo, coś dla początkujących, bez żadnych trudności, ale też bez ładnych brzegów, w sumie nuda
Trasa kajakiem po rzece Uła z Krokslys do Puvociai w południowej Litwie, rzeczka do miejscowości Zervynos ma spokojny nurt i niewiele przeszkód, dalej znacznie przyspiesza, pojawiają się drzewa zwałkowe i małe wodospady, jednakże rzeka jest regularnie oczyszczana na wiosnę z wiatrołomów, budowane są wiaty i kempingi, woda jest czysta, pływa mało śmieci, zatrzymywanie się na noc w miejscach przygotowanych przez władze parku krajobrazowego grozi koniecznością wykupienia biletu wstępu do parku 25zł/osoba/dzień (2012), ale wzdłuż rzeki jest bardzo dużo pięknych i dzikich miejsc biwakowych w suchym lesie na miękkim mchu, należy jednak pamiętać że od końca czerwca do początku sierpnia te tereny opanowane są przez meszki, komary i gzy, trzeba się więc wyposażyć w odpowiednie moskitiery i repelenty, rzeczka jest bardzo piękna, zwłaszcza od miejscowości Zervynos, meandruje w sposób niezwykły pośród wysokich, piaszczystych klifów porośniętych świerkami, zwierzyny nie ma tu zbyt wiele, ale mimo to warto wstawać wcześnie rano i ruszać na szlak, ponieważ w sezonie dolny bieg rzeczki oraz rzeka Mereks są wprost zatłoczone turystami, a w weekendy tworzą się na rzecze korki
Trasa kajakiem po rzece Obra z Jaromierza do Skwierzyny, około 127km. Z Jaromierza płynie się Półnoznym Kanałem Obry. Mimo, że to kanał, to jednak wiosną jest dość malowniczy, z kwitnącymi kaczeńcami i nenufarami. Po drodze jedna przenioska na spiętrzeniu. Kanał jest szeroki i głęboki. Dalej wpływa się w jeziora, które nie kończą się aż do Zbąszynia. Kiedy wieje północny wiatr, tzreba zarezerować sobie podwójną siłę na ten odcinek. Poza tym w ciepłe weekendy ruch statków, motorówek, jachtów i innych kajakarzy jest dośc znaczny, przez to jezora są mało atrakcyjne dla lubiących ciszę i spokój. Za Zbąszyniem jakość wody znacznie się pogarsza. W zakolach śmierdzi. Dopiero w lasach zaczyna robić się ładnie i przyjemnie, tylko hałas autostrady mąci spokój. Odcinek Jaromierz-Trzciel to ponad 41km. Można to zrobić na jeden dzień, ale po drodze też są liczne pola namitowe. Odcinek do Międzyrzecza robiłem bardzo suchym majem 2016, ale mielizn nie było, całość przepłynąłem z wyrzuconym do wody sterem, więc zero trudności. Woda brudna i śmierdząca. Rzeka nudna, ale bardzo dużo ptaków wodnych, spokój, cisza i wiosenne ukwiecenie powodują, że spływ może być interesujący, zwłaszcza jak się płynie samemu i ma się czas na oglądanie, podglądanie przyrody. Odcinek z Międzyrzecza robiłem z kolegą w mokrym kwietniu 2013, trasa dość trudna ze względu na bardzo dużo powalonych drzew w wodzie, są cztery przenioski (jedna to elektrownia) oraz kilkadziesiąt trudniejszych zwałek do przejścia ale z wysiłkiem, nurt wody słaby, miejscami tylko pod koniec mocniejszy, woda w miarę czysta i w większości trasy głęboka, dużo miejsc z wiatami i infrastrukturą turystyczną. Być może w okresie 2013-2016 poprzecinano zwałki na odcinku przed Międzyrzeczem, bo widziałem ślady działań 'polepszaczy kajakowych spływów' i w zwiącku z tym może i odcinek za Międzyrzeczem już nie jest trudny, ale dość łatwy.
Trasa kajakiem po rzeczce Lutynia i końcówka po Warcie w okolicach Żerkowsko-Czeszewskiego Parku Krajobrazowego, również punkty GPS miejsc przeniosek kajaków
Trasa kajakiem po Bialej Chańczy na Litwie, drugi ślad to dojazd przez las na koniec splywu
Trasa kajakiem po rzeczce Marycha na Suwalszczyźnie
Trasy piesze i rowerowe po, moim zdaniem, najpiękniejszych, polskich górach - Górach Stołowych. Dwie z tras prowadza po polskiej stronie gór, reszta po stronie czeskiej. Oczywiście nie wyczerpują możliwości szlaków po Górach Stołowych, ale chyba opisują najbardziej znane miejsca. Większość ludzi zna te góry z powodu Szczelińca, czy Narożnika, to są piękne skały, ale tylko godnie reprezentują całą resztę. Ścieżki pośród zwałów skalistych, porośniętych świerkami, wspaniałe punkty widokowe z Korony po stronie czeskiej itp. Zaznaczyłem także większość parkingów dla samochodów przy drogach asfaltowych. Można na nich nocować kamperem, są miejsca gdzie można palić ogniska, posiedzieć pod wiatą przy stole. Góry Stołowe to także dobra destynacja dla zimowych wędrówek, zobacz to.

Trasy rowerowe po Pszczewskim Parku Krajobrazowym; trzy pętle o różnej długości; oznaczenie szlaków karygodne (2011), nieco lepsze na północ od Pszczewa; wiele punktów szczególnych w tym darmowe pola biwakowe nad jeziorami; pejzaże tyleż piękne co nieznane szerszej grupie turystów
Trasy piesze po Słowińskim Parku Narodowym oraz wiele punktów szczególnych, coś na pierwszy kontakt z tą piękną krainą
Trasa extremalnego spływu kajakami po rzeczce Samica koło Poznania, od wioski Sobota do Chrustowa
Trasa na Ślęzę (na południe od Wrocławia)
Trasy w okolicach Warty i miast Jarocin oraz Śrem
Trasa spływ rzeką Wełna z Wągrowca do Obornik i dalej Wartą. Pierwszy odcinek Wągrowiec-Rogoźno płynąłem w suchym lipcu, ale wody wystarcza na spokojne pływanie. Problem jest tylko na odcinku jezioro Durowskie-Wełna, w Wągrowcu. Tam jest zwykle mało wody. Odcinek Rogoźno-Oborniki pływałem w sezonie jesiennym i woda jest tam szybka, ale nie ma zbyt wiele przeszkód. Zarówno pierwszy, jak i drugi odcinek jest dobry dla nowicjuszy, chociaż na progach przed Rogoźnem przydaje się lepszy kajak niż otwarty szklak. Rzeka nie ma zbyt wiele miejsc dobrych do odpoczynku, jeśli już to raczej drugi odcinek ma jako taką infrastrukturę turystyczną (2013). Rzeczka nie należy do najpiękniejszych, ale potrafi dać dużo frajdy jesienią, zwłaszcza na drugim odcinku, w lesie. W punkcie [297] mamy tamę, którą raczej trzeba obejść. Skok grozi zaryciem w betonową podłogę. Może przy wysokiej wodzie udałoby się to przeskoczyć.
Trasa po Szwajcarii Czeskiej, po najważniejszych atrakcjach
Trasa typowe wejście na Śnieżne Kotły w Karkonoszach
Trasa krótkie zapoznanie ze Skalnym Miastem w Czechach
Trasa po Izerach, w pobliżu Świaradowa
Trasa po Izerach, pętla z Rozdroża Izerskiego
Trasy po poligonie Biedrusko pod Poznaniem
Trasy po Puszczy Zielonka pod Poznaniem
Trasy po Wielkopolskim Parku Narodowym, pod Poznaniem
Trasy po Puszczy Wkrzańskiej, pod Szczecinem
Trasa kajakiem po Czarnej Chańczy, z jez. Wigry do Rygola
Trasa po Puszczy Rominckiej, coś dla sprawdzenia terenu
Trasa po Suwalszczyźnie, okolice Cisowej Góry, takie zapoznanie z typowym krajobrazem regionu
FWT Homepage Translator