Garmin 60CSX/62s - odbiornik GPS
index witryny
strona główna
wstecz









      Używam Garmina 60CSX od sześciu lat. To znaczy służył mi w podróży około 40-stuparu miesięcy, codziennie, w każdych warunkach pogodowych, drogowych, górskich, zimowych, letnich, tropikalnych, polskich, cywilizowanych i dzikich. Właściwie używam już trzeciego modelu, bo dwa poprzednie nie wytrzymały trudów podróży. Od dwóch lat używam także modelu Garmin 62s, zamiennie z 60CSX. Raz jeden służy jako zapas, raz drugi. Zapas, bo to sprzęty potrafiące odmówić posłuszeństwa. Tak się stało dwa razy na wyprawie z klientami w 2014. Za pierwszym razem moja pamięć fotograficzna musiała służyć za GPS, za drugim razem... wziąłem zapas. Tak intensywne wykorzystywanie sprzętu pozwala mi chyba na jego wnikliwy opis wad i zalet. Czym służę wam poniżej.
      Jako urodzony sceptyk i realista zacznę od wad. Aby wszystko było jasne, od razu nadmienię, że nie jestem fanatykiem firmy Garmin, właściwie jestem przekonany, że nigdy nie wyprodukowali urządzenia mogącego zasłużyć na coś więcej niż miano bubla. Ta firma znakomicie by się czuła w realiach komunistycznej Polski. Całkowicie lekce sobie waży sugestie, potrzeby i przyzwyczajenia klientów, jakość produktów, wykonanie, poziom cen swoich wyrobów oraz co najważniejsze jawnie sobie z klientów drwi, wprowadzając nowe modele nie kompatybilne ze starymi, jak mają się czuć starzy klienci? No dobra wyrzuciłem swoje żale, a teraz do rzeczy.
      Rozumiem, że czytają ten tekst ludzie znający się na rzeczy, których potrzeby wzrastają wraz z zakresem możliwości podróżniczych, a więc poszukują lepszego sprzętu, aniżeli to co oferuje maziany palcem telefon. Jeśli nie to radzę poczytać najpierw tekst o tym czym jest GPS w ogóle. Garmin 60CSX miał być tzw. ręcznym GPSem, dla użytkowników czynnie spędzających czas w terenie i mających większe wymagania co do utrwalania swoich dokonań w tym terenie. Jako jeden z pierwszych oferował kompaktową obudowę, mieści się w dłoni, zasilanie najbardziej chyba niezawodne w terenie, a więc na typowe akumulatorki/baterie AA, możliwość zapisu śladu nawet na Księżyc i z powrotem, zależnie od wielkości karty micro SD oraz szeroki wachlarz akcesoriów pomagających montować go na wszelki możliwy sposób, na rowerze, motocyklu, jachcie, ubraniu piechura, itp. Pod tym względem był i jest nowatorski i niezastąpiony. Pod tym względem wyprzedza nadal model nowszy, czyli 62. Istnieje oczywiście cała sieć rzemieślników, czyli firm, które trudnią się produkcją akcesoriów montażowych do jednego i drugiego modelu. Oczywiście jakość wyrobów tych firm stoi dużo wyżej od jakości wyrobów akcesoryjnych firmy Garmin. Ceny oczywiście są astronomiczne, za kawałek plastyku, co to ma przymocować naszego Garmina do kierownicy motocykla możemy zapłacić od 200zł wzwyż (2015). Ktoś powinien zrobić test tych akcesoriów, ponieważ wiele z nich nie odpowiada potrzebom użytkowników, a na pewno cenie za jakie je oferują producenci i piję tutaj do produktów sprzedawanych przez Touratecha. Ale idźmy dalej. Oba modele, 60 i 62 nie mają dotykowych ekranów. Zmartwi to pewnie nowoczesnych, tu ukłon do dzieł Gombrowicza, ale u profesjonalistów pojawi się uśmiech zadowolenia. Maziany palcem ekran w trudnych warunkach, na motocyklu, w deszczu, podczas bardzo dużych wibracji albo mrozu, po prostu się nie sprawdza. Przyciski funkcyjne są lepsze. Oba modele mają dobrze zaprojektowane, gumowe przyciski. Oba modele mają kiepskiej jakości nadruki informacyjne na przyciskach - szybko znikają. Ale jak ktoś często używa tego sprzętu to pamięta, który przycisk jest do czego. Całkowitym dla mnie zaskoczeniem, in plus, jest ten sam układ przycisków w obu modelach. Taki plus, takiej firmie jak Garmin, mógł się zdarzyć tylko przypadkowo. Na pewno tego nie planowali, może poszli po taniości hadrłeru. Ale to dobrze. Dokończę temat obudowy. Jak się należało spodziewać, oba modele mają celowo zmienioną obudowę. W malutkich szczegółach, ale zamierzenie, po to aby stary klient, rzucając mięsem, mimo wszystko poszedł do sklepu i kupił cały zestaw nowych, drogich mocowań nowego odbiornika do kierownicy, samochodu, itp. Sami odpowiedzcie jakim szacunkiem obdarzają swoich starych klientów marketingowcy z Garmina. Znam ich odpowiedź - to przecież polityka stosowana przez wszystkich producentów, czegokolwiek - robić w konia starych, wiernych klientów. Liczy się szmal, a nie klient.
      Jeszcze tylko kilka słów o obudowach obu modeli. Są kiepskiej jakości, ale na krótką metę potrafią być wodoodporne, nie mylić z wodoszczelne, oraz trwałe. Po latach (szybciej model 62) obudowy przecierają się w newralgicznych miejscach. Najczęściej tyczy się to modeli użytkowanych na enduro (motocyklach terenowych). Dodam, że moi klienci, znajomi, w większości także użytkują tych modeli Garmina, więc często mam do czynienia z ich opiniami. I tu od razu odpowiadam - nie mam pojęcia co można by użyć w zamian. Model 60 ma często problemy z przyciskiem ON/OFF, jest umiejscowiony zbyt daleko od realnego przycisku, wewnątrz obudowy, gumowa przedłużka na słońcu staje się zbyt miękka, na mrozie zbyt krótka. Tuż pod nią znajduje się taśma łącząca serce z ekranem. Cisnąc w nerwach, oznacza duże problemy. Wiem bo niejednokrotnie rozbierałem te odbiorniki, próbując z dwóch zrobić jeden działający. Model 60 ma dość dobre oryginalne mocowanie rowerowe, które znakomicie nadaje się do motocykla (około 35tys.km na motocyklu enduro). Łatwo je złamać kiedy odbiornika nie ma w mocowaniu, ale poza tym jest lepsze od aluminiowego szmelcu serwowanego przez Touratecha za... gruby szmal. Ciekawe czy oni to testowali w błocie, deszczu i mrozie? Co do odbiornika 62 to oryginalne mocowanie rowerowe jest do kitu, jak i sposób jego przytwierdzania do odbiornika. Mocuje się je do klapki zamykającej baterie. Co za kretyn to wymyślił? Ja posiłkuję się dość dobrym, ale drogim mocowaniem firmy Ram Mounts. Ma też wady, bardzo ciężko włożyć urządzenie do i wyjąć z niego. Ale sam plastyk i wykonanie jest OK. Problem po stronie Garmina, szybko robią się dziury w obudowie, w miejscu gdzie mocowanie trzyma odbiornik i powstają luzy. Na enduro odbiornik drży i dziury się powiększają. Dalej jest tylko gorzej... bo to Garmin. Gdyby żył, Doroszewski mógłby użyć nazwy garmin jako synonimu bubel. Ale wracajmy do rzeczy. Model 60 ma dość dobre mocowanie do sznureczka. Jest to ważna rzecz na motocyklu/rowerze/paralotni/itp. trzeba się zabezpieczyć i założyć smycz aby odbiornik nie uciekł kiedy wypadnie z mocowania. Model 62 mocowania praktycznie nie ma, ale można zaadoptować dolny uchwyt, co skutkuje większymi problemami podczas wkładania odbiornika w mocowanie Ram Mounts. I ostatnia kwesta obudowy. Nie tak dawno, kolega co siedzi w nowoczesnym świecie marketingu, wyjaśnił mi jak się dziś wymyśla nowe produkty w starych firmach. Ano angażuje się zupełnie nowy zespół ludzi, nie mających dostępu do dokumentacji poprzedniego modelu jaki był w produkcji. Chodzi o to aby wymyślić coś co idealnie odpowiada potrzebom działu marketingu, nie koniecznie kontynuuje tradycje marki. Tak pewnikiem został poczęty model 62. Jak to udowodnię poniżej, jest zupełnie zbudowany od nowa. Nikt tu nie starał się poprawić błędów, unowocześnić, zmodyfikować, zrobić coś lepszego. Nowi ludzie zrobili coś zupełnie od zera i popełnili te same błędy i szereg nowych. Najlepszym przykładem jest mocowanie baterii AA. W modelu 60 baterie wkłada się odwrotnie. Wiecie jakie to przyzwyczajenie kiedy robisz to codziennie przez 6-8 miesięcy w roku, rok w rok? A tu nagle masz nowy model i co... błąd za błędem. Obudowa prawie ta sama, nie wiele trzeba było zmienić kopyto na wtryskarce. Ekran ten sam (równie nieodporny na zarysowania, trzeba obowiązkowo naklejać folię zabezpieczającą), antena ta sama, zespół sterowania ten sam. Tylko procesor, pamięć i oprogramowanie inne. Więc po co zmienili moduł baterii? No dobra jeszcze parę słów o portach. Model 60 ma trzy porty: ładowanie, komunikację, antenę. Model 62 ma dwa porty antena, komunikacja/zasilanie. Jeśli na jednym porcie jest zasilanie i komunikacja, to oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze stary kabel wyrzucasz do kosza, po drugie ciągle są problemy z komunikacją odbiornika z laptopem nawigacyjnym. Odbiornik widzi zasilanie, laptop widzi odbiornik. Albo na odwrót, odbiornik widzi komunikację, laptop widzi zasilanie. Jak pobrać dane lokalizacyjne do... na przykład Oziego? W Niemczech są dwie mocne grupy użytkowników. Jedna preferuje model 60, druga 62. Jestem zapisany do obu. W tym tekście skracam opinie jakie mają jedni o drugich.
      Idźmy do wnętrza. Model 60 łatwiej rozkręcić, ale co to ma za znaczenie dla użytkowników? Model 62 to już nowoczesność. Menu dla ludzi jadących na wstecznym biegu ewolucji - piktogramy. Dziś, każdy, w dobie nadmiaru informacji, przyswaja impulsy jedynie na zasadzie wizualnej. Wróciliśmy do piktogramów, może niedługo wrócimy do pisma obrazkowego. Od prostoty do finezji i z powrotem. Jakie to znamienne dla ludzkiej cywilizacji w ogóle i w szczególe. Mnie, człowiekowi leciwemu, trudno zrozumieć piktogramy. Wychowałem się na menu kontekstowym, od '89-go siedzę przed komputerem. Wolę menu modelu 60. Ale są tacy co wolą piktogramy. Stąd dwie frakcje pośród niemieckich podróżników. Model 62 oferuje coś takiego jak profile. Można sobie te profile nazwać, zaprogramować niektóre parametry i potem tylko jednym ruchem przełączać się pomiędzy profilami. Na przykład chcesz jechać samochodem po asfaltach, włączasz profil SAMOCHÓD ASFALT i masz wcześniej zaprogramowane nawigowanie z pominięciem dróg gruntowych, promów, zapis śladu z gęstością (na przykład) 0.10km, itp. Potem wsiadasz na enduro i włączasz profil ENDURO, w którym wcześniej zaprogramowałeś nagrywanie śladu o gęstości 0.03km, preferencję dróg gruntowych, itp. Albo idziesz na treking i włączasz profil PIESZY i masz nagrywanie śladu 0.01km... itd. To jest nowoczesne, jak mniemam i jest bardzo OK. Model 60 tego nie ma. Ale menu priktogramowe w 62-ce działa wolniej i jest trudniej zrozumiałe. Dlaczego nie można zmienić 'ustawień użytkownika' aby było menu tekstowe? No bo tworzyli ten model ludzie 'nowi'. No ale model 62 ma szybszy procesor. Kiedy nawigujesz po skomplikowanej mapie, odświeżanie potrafi w modelu 60 trwać bardzo długo. W modelu 62 jest o niebo lepiej. Ale nadal oba modele potrafią routować - nawigować w sposób podstawowy. Można tworzyć i modyfikować trasy na ekranie, ale obliczanie nawigacji odbywa się według bardzo prostackich parametrów. Telefony są lepsze. Poza tym nie można zupełnie dawać wiary czasom jakie odbiornik wskazuje - jako dotarcie do celu.
      Idziemy dalej w możliwości. Model 60 ma wolniejszy procesor, nawigacja w mieście zachodnioeuropejskim działa zbyt wolno, można łatwo przejechać jakiś rozjazd na ślimaku obwodnicy autostradowej. Ale! Lepiej działa menu wspomagające nawigację. W modelu 62 możesz wyłączyć/włączyć pomoce w stylu "za 200m skręć w ulicę Marszałkowską". W modelu 60 możesz włączyć tylko wtedy kiedy zbliżasz się do skrętu. W modelu 62 nie możesz ustalić dolnej granicy przybliżania, kiedy zbliżasz się do skrzyżowania. W modelu 60 możesz. Więc jak dojeżdżasz do skrzyżowania, to ekran powiększa w nieskończoność skalę i trudno odczuć jak blisko jesteś. Model 60 powiększa, na przykład do skali 200m i z doświadczenia czujesz, jak blisko jesteś. Dalej. W modelu 60 możesz zakazać przyciągania do dróg. Co oznacza, że odbiornik pokazuje twoją rzeczywistą pozycję (dokładność zwykle co do 5-15m). W modelu 62 ta opcja włącza/wyłącza się automatycznie, bez względu na to jak ustawisz ptaszka w menu. Jak to działa w życiu? Jedziesz po mieście, wjeżdżasz na rondo i zjeżdżasz drugim zjazdem. W modelu 60 zjechałeś drugim zjazdem, jeśli źle to odbiornik przeliczy trasę, jeśli dobrze to OK. W modelu 62 jeśli zjechałeś źle, to przez 2-5 sekundy widzisz na ekranie, że jedziesz dobrze i przestajesz wpatrywać się w ekran, dajesz gazu i zapominasz. A to błąd. Bo odbiornik aby przyspieszyć pokazywanie twojej pozycji na ekranie, automatycznie przełączył, bez twojej wiedzy, ptaszka na - przyciągaj do dróg. Więc nie pokazuje twojej rzeczywistej pozycji, ale to czego się on spodziewa, że zjechałeś odpowiednim zjazdem. Dopiero po 2-5 sekundach zacznie przeliczać trasę na nowo, jeśli zjechałeś źle. Wkurwiające prawda? Ale wiem, wy używanie w cywilizacji, do nawigacji telefonów i tabletów. No dobra to jak jesteś w terenie, na rowerze, albo bezprawnie na enduro i jedziesz sobie przez las, czujnie strzygąc na boki oczami w poszukiwaniu strażnika leśnego Texasu (przypadek enduro). Jedziesz po ówcześnie zaprogramowanej trasie, odbiornik pokazuje twoją pozycję na drodze jaką ma na mapie. Jeśli z tej drogi nieuważnie zjechałeś, a odbiornik tej nowej drogi, którą podążasz nie ma na mapie, to cały czas pokazuje, że jesteś na prawidłowym kursie. Całkiem długo tak pokazuje. Już chyba wiecie który model robi tak w balona swojego Pana - model 62 - automatyczna zmiana ustawień - przyciąganie do dróg.
      Teraz więcej o zaletach. Oba modele potrafią przechowywać w pamięci wiele śladów (co to ślad... zobacz tutaj). Model 60CSX potrafi przechować ich 20 sztuk, model 62s (literka 's' oznacza slot na karty micro SD) potrafi 200 sztuk. Każdy ślad, już tradycyjnie dla Garmina, może mieć 500 punktów (gęstość śladów... zobacz tutaj). Dla podróżników, to bardzo ważna cecha. Niewiele jest sprzętów na rynku mających podobne możliwości. Bo niewiele pretenduje do wykorzystania pół profesjonalnego. Brawo Garmin! Ale nie może być pięknie cały czas. Model 62 ma zaprogramowaną funkcję, aby automatycznie, wgrywane do pamięci ślady, ukrywać. To oznacza, że fizycznie, palpacyjnie, musisz każdy ślad z osobna, w menu, odhaczyć, aby się ukazał na ekranie. Durne prawda?! Pomocna jest funkcja znajdywania śladów kontekstowo. To oznacza, że jeśli jesteś w okolicy Koziej Wólki i masz jakieś ślady w tym rejonie, w pamięci Garmina 62, to wchodząc do menu ślady, łatwo je znajdziesz pośród setek innych. Ale i tak musisz je odhaczyć aby się ukazały. To prawdopodobnie ma zapobiec spowolnieniu działania sprzętu, kiedy zbyt wiele śladów jest jednocześnie wyświetlanych na ekranie. Nadal jednak, oba modele mają ważną funkcję, nagrywania śladu na kartę pamięci micro SD. To oznacza, że można zapisać ślad swojej podróży, w dowolnej gęstości (nie mniej niż 0.01km), jaki by długi on nie był, a potem można go zapisać w pamięci komputera... modyfikować, ciąć, itp. Tyle, że komunikacja odbiornik-komputer została utrudniona w modelu 62. Firma Garmin promuje swój nowy program do zarządzania danymi GPS (ślady, waypointy, trasy, mapy) - BaseCamp. Ma on tyle zwolenników co model 62 i tyle samo przeciwników... BaseCamp ma wiele wad, poprzednik - MapSource miał ich też dużo, ale lepszy Hitler od szatana. Jednakże model 62 nadal można podłączyć do oprogramowania MapSource, tyle że trzeba ręcznie importować zawartość z odbiornika z plików GPX. Dzięki za to udogodnienie i za litość, twórcom nowego modelu.
      Tyle na temat testu porównawczego. Może powinienem zacząć od opisu, a nie od testu, ale jak ktoś doszedł aż tutaj, to znaczy, że mu zależy i jest potrzebowski. Polecam obydwa modele podróżnikom i obieżyświatom. Są najlepsze jakie można kupić na rynku... chyba. Mają wiele wad, ale można im przeciwdziałać i jakoś je zaakceptować. Jeśli potrzebujesz czegoś więcej niż nawigacji w telefonie i pralki w lodówce, to te dwa modele dadzą ci te możliwości. Zapis śladów w nieskończoność, import śladów 20-200 sztuk, import waypointów 1000-3000 sztuk, import tras (50 punktów pośrednich) 50 sztuk, import map z MapSource, jeśli tylko potrafisz je ukraść i tam zaimplementować (więcej szukaj na forum garniak). Te możliwości na prawdę dają dużo, dzięki nim można zwiedzić dziki świat, ten poza globalną, małą wioską. Jeśli miałbym odpowiedzieć na pytanie który odbiornik jest lepszy, to będzie to trudne. Jak się ma oba to jest łatwiej w podróży, bo się uzupełniają, zwłaszcza jak jeden wysiądzie. Ale dla podróżników nie potrzebujących przechowywać w pamięci odbiornika ponad 20-stu śladów polecam jednak model 60CSX. Dla mnie tylko ten parametr powoduje, że użytkuję również model 62.

mariusz reweda

co to jest GPS
jaki GPS kupić

FWT Homepage Translator