sprzęt podróżniczy
index witryny
strona główna
wstecz








+ namiot Husky Sawaj Ultra
+ namiot Marabut Comodo+
+ namiot Fjord Nansen Veig Pro
+ palnik / kuchenka biwakowa MSR XGV
+ przejściówka do tankowania gazu w Rosji i centralnej Azji
+ śpiwór Małachowski Cave Tourist
+ śpiwór Małachowski Mini Tourist

+ przygotowanie do wyprawy


Podczas miesięcznej podróży po Indiach południowych używałem śpiwora z wypełnieniem syntetycznym firmy Małachowski, model Mini Tourist. Wybrałem taki ponieważ podróżowałem z plecakiem i potrzebowałem czegoś małego i lekkiego, a południowe Indie, nawet zimą, są dość gorące. Śpiwór ten po odpowiednim spakowaniu ma objętość około dwulitrowej butelki po Pepsi. Opakowanie stanowi worek kompresyjny. Trochę słabej konstrukcji i jak to zwykle bywa ze śpiworami Małachowskiego, z bezmyślnymi zamknięciami na sznurek z przymocowaną do wora przelotką. Trzeba ją stuningować i odciąć od worka. Do śpiwora dołączony jest worek przeznaczony do prania w nim śpiwora. Już to robiłem, według zaleceń producenta i śpiwór nadal działa jak należy. Po rozłożeniu śpiwór wydaje się bardzo cienki, ale mimo to znakomicie spełnia swoje funkcje ocieplające do temperatury 5-8st.C. Jest wypełniony syntetycznym materiałem Biofiber, w tym wypadku 80g. Całość waży około 0.7kg (rozmiar XL). Konstrukcja zewnętrzna to micro Rip-stop, wytrzymała na rozcięcie i rozerwanie. Sprawdzałem, oczywiście niechcący. Śpiwór ten jest oczywiście zalecany na letnie warunki. Spanie w nim w namiocie, nawet przy temperaturze 5st.C nie daje komfortu, nawet przy zastosowaniu dobrej maty samopompującej. Ten śpiwór jest doskonały jako dodatkowy, na ciepłe noce. Jest więc dobry do zabrania w podróż samochodem, kiedy można zabrać ciepły śpiwór na zimne noce. Nadaje się także do plecaka, bo jest wyjątkowo lekki i mały.  


Przez całą, wielomiesięczną podróż motocyklem używałem śpiwora z wypełnieniem syntetycznym firmy Małachowski, model Cave Tourist. Wybrałem taki ponieważ w swojej historii podróży różnymi pojazdami używałem śpiworów puchowych i wszystkie zajeździłem na śmierć. Wilgoć zniszczy każdy śpiwór puchowy, nawet najlepszej marki. Dlatego na podróż motocyklem wybrałem śpiwór syntetyczny aby mieć pewność, że zmienne warunki i brak możliwości suszenia śpiwora nie wpłyną na jego kondycję. Z danych technicznych: ocieplenie stanowi Biofibra - 300g; tkanina to RIP-Stop, waga 2kg (rozmiar XL), opakowanie to worek kompresyjny, koszt około 300zł (2008). Śpiwór wykonany jest z materiału niewiele odpornego na wodę i niezbyt miłego w dotyku, ale na tyle śliskiego aby móc w nocy dowolnie obracać się w zamkniętym śpiworze. Zakupiłem rozmiar XL, ponieważ nie lubię ścisku podczas snu, może to trochę ogranicza możliwości cieplne, ale tak mi jest wygodnie. Śpiwór po złożeniu zajmuje dość dużo miejsca, nie da się go skompresować tak jak to jest w przypadku śpiworów puchowych. Jednak worek kompresyjny pozwala zwijać śpiwór na różne sposoby. Wybrałem ciemnogranatowe kolory aby nie musieć patrzeć na brud, podczas wielomiesięcznych podróży trudno prać tak duże rzeczy. Śpiwór można jednak prać. Ja to robię ręcznie w wannie. Ale można podobno prać go w pralce ale bez wirowania. Śpiwór zapewnia komfort do -8st.C Ja sprawdzałem go w okolicy zera i zdał na piątkę. Dużą wadą tego śpiwora są zamki, albo raczej ich wszycie w materiał. Pozostawiono duże fałdy które prawdopodobnie mają zapobiec uciekaniu ciepła przez zamek i to sprawdza się znakomicie, ale zapinanie zamka przez tego rodzaju rozwiązanie jest bardzo uciążliwe. Suwak ciągle zacina się o materiał. Innym rozwiązaniem wymagającym dopracowania jest zamknięcie worka, dobrze że z obydwu stron, ale dlaczego tak skomplikowanie. Musiałem to przerobić przy użyciu scyzoryka. Śpiwór po wypraniu według zaleceń producenta, nadal spełnia swoje funkcje. Reasumując, polecam ten śpiwór podróżującym w różnych warunkach wilgotności powietrza z zastrzeżeniem, że po złożeniu zajmuje dużo miejsca.  

Przez całą, wielomiesięczną podróż motocyklem używałem palnika / kuchenki wielopaliwowej MSR XGV. Był wykorzystywany każdego dnia do przyrządzania posiłków i grzania wody na prysznic wieczorem. Jak do tej pory nie zaobserwowałem żadnych usterek, mimo że pracował w większości na benzynie ołowiowej, a na takiej nie powinien pracować. Właściwie nie było różnicy na jakim paliwie pracuje, nawet na takim co to motocykl nie chciał jechać. Może zacznę od wad, tak łatwiej. Na początek cena, jest to jeden z najdroższych palników na rynku, w Polsce kosztuje około 700zł (2008), ja kupiłem go w USA i nawet z wysyłką, nowy ze sklepu, kosztował około 400zł. Nie wiem czy cena odpowiada wartości tego produktu, ponieważ nie testowałem innych produktów, a jedynie obserwowałem jak pracują inne palniki u innych osób. W ten sposób wyrobiłem sobie marne zdanie o Primusach na benzynę, marne w porównaniu do MSR. Inne wady... Głośna praca. Kiedy palnik pracuje to na prawdę głośno hałasuje, w zasadzie zmusza rozmawiających do podniesienia głosu. Najlepiej odczuwa się to po jego zgaszeniu, kiedy przebywa się w głuszy przyrody. Kolejna wada to licha regulacja płomienia. Właściwie jej nie ma, albo duży płomień albo nic. Akurat to mi nie przeszkadzało, bo zwykle gotowałem wodę na prysznic lub zupę, albo jajecznicę, a do tych zadań zawsze potrzebny jest duży płomień. Ostatnia wada to odłączany pojemnik na paliwo. Podobno to ma być zaleta, bo można sobie zakupić taką butlę na paliwo jaką sie chce. Ja kupiłem największą czyli litrową. To że jest oddalona od palnika powoduje że się nie nagrzewa i jest bezpieczniej, łatwiej do niej wlać paliwo, łatwiej podpompować ciśnienie podczas długiego gotowania. Ale po skończeniu używania palnika trzeba z niej wyjąć zawór a to skutkuje zawsze ubrudzeniem się paliwem. Zaworu nie można zostawić w butli, ponieważ skutkuje to wyciekami. Sprawdziłem kilkukrotnie. Ponadto spuszczanie ciśnienia z butli także zawsze skutkuje ubrudzeniem się paliwem.
Co do zalet. Na pewno zaletą jest siermiężna i przemyślana konstrukcja palnika. Nóżki są stabilne i szerokie, łatwo można na nim stawiać duże garnki. Są też solidne trudno je powyginać. Przewód paliwowy i zawór są lekkie, łatwe w montażu, ale przewód jest trochę za sztywny. Odpalanie kuchenki to prosta sprawa, można to zrobić bardzo szybko, po jakimś czasie zapomina się, że to kuchenka na paliwo płynne a nie na gaz. Palnik szybko się nagrzewa i daje płomień niebieski, który nie brudzi garnków. Jeszcze nie sprawdziłem czy łatwo ten palnik naprawić, bo nie musiałem. Zmiana paliwa zasilającego nie wymaga zmiany dyszy, to ważne, ponieważ w warunkach polowych nikt nie ma ochoty na prace precyzyjne. Regulacja płomienia znajduje się przy zaworze, przy pojemniku na paliwo, to oszczędza nasze palce od gorąca płomienia. Regulacja, jak i sam zawór jest z plastyku. To od początku wzbudzało moje obiekcje, ale urządzenie ciągle działa tak jak przewidział producent. Czyli jakość materiałów i wykonanie, zgodnie z najlepszą marką.
Jak każdy palnik tak i ten jest wrażliwy na wiatr. W seryjnym komplecie dodawana jest aluminiowa blacha, którą można wyginać i ustawiać jako osłonę od wiatru. Jest lekka i mała. Ja jednak wolałem coś trwalszego i wybrałem osłonę składaną, z grubszej blachy aluminiowej (jak widać na zdjęciu). Można ją przytwierdzić do ziemi.
W drugim etapie podróży motocyklem dookoła świata palnik nieco mnie zawiódł. Na wysokości około 4200m n.p.m., na noclegu nie chciał działać. Brak tlenu spowodował, że gasł zaraz po rozpaleniu, mimo kilkukrotnych prób. Dupę uratował mi palnik Colemana, bez niego nie było by ciepłego prysznica (chociaż na wietrze), ani zupy na wieczór. Coleman zawsze był naszym palnikiem rezerwowym, bo słabo grzeje, ale w tamtej chwili okazał się niedoceniony.  

Przez kilka wypraw Azja2003, Bośnia2005, Azja2005, dookoła świata na motocyklu - etap pierwszy, etap drugi i pomniejszych, wykorzystywaliśmy namiot z polskiej firmy Marabut, model Komodo+. W sumie był rozkładany i składany kilkaset razy, w różnych warunkach atmosferycznych i terenowych. Wprowadziliśmy do jego konstrukcji kilka poprawek. Poznaliśmy nazbyt dobrze jego wady i zalety. Więc poniżej postaram się naświetlić jego właściwości.
Namiot kosztował 690zł (2003). Był w jednym tylko kolorze, jak te Fordy T, tylko że namiot w kolorze zielonym. Zdecydowaliśmy się na niego, dlatego ponieważ potrzebowaliśmy namiotu dobrej jakości, ale nie wysokiej ceny. Marabuty są wykorzystywane przez profesjonalistów w górskich wyprawach, to nam dało jakąś gwarancję, że sprzęt jest dobry. Jednak jego górsko-extremalne właściwości szybko dały o sobie znać. Fartuchy przeciwśnieżne, dobrze chronią przed zawiewaniem śniegu podczas zamieci pod tropik, ale kiedy jest tropik, znaczy się żar leje się z nieba, to hamują dostęp świeżego powietrza. W zasadzie przez cały czas użytkowania tego namiotu, fartuchy były więc zrolowane i nie używane.
Namiot bardzo szybko się rozkłada. Tropik jest przymocowany do moskitiery (wnętrza) za pomocą zaczepów. Aby go rozłożyć, wystarczy wcisnąć aluminiowe stelaże w uszyte kołnierze i namiot można postawić, nawet bez przybijania do ziemi, czyli na betonie (wyjątek przedsionek wymaga przybicia dwoma szpilkami, ale można z niego zrezygnować jeśli nie pada). Wkładanie stelaża nie jest łatwe, ponieważ łączenie aluminiowych prętów zaczepia się o krawędzie kołnierza. Producent powinien tylko tak zaszyć końce kołnierza aby szew był na zewnątrz, ale przecież tak byłoby nieładnie.
Nigdy nie suszyliśmy namiotu, przez 4 lata użytkowania. Mimo, że wielokrotnie był wystawiony na deszcz. Namiot wysychał sam w stanie złożonym i nie gnił ani nie pleśniał. Jest doskonale wytrzymały na ulewne deszcze. Nie przecieka nawet przy dotykaniu tropika palcami. Podłoga także jest odporna na wodę a przede wszystkim na ostre kamienie na szlakach górskich. Przy kwestii deszczu należy wspomnieć o nieudanym pomyśle na przedsionek. O ile sama konstrukcja jest mocna, odporna na wiatr i deszcz, o tyle nie jest odpowiednia na upalne wieczory z lekkim deszczem. Jeśli zwiniemy całkowicie drzwi przedsionku, deszcz leje się do wnętrza. My wprowadziliśmy udoskonalenie. Wszyliśmy w krawędzie drzwi przedsionka zaczepy, jedna para na dolnym końcu drzwi, a druga w połowie wysokości drzwi na brzegu. Te zaczepy służą do składania drzwi w połowie, lub w ćwierci, tak aby deszcz nie padał do wnętrza namiotu i jednocześnie otwarte drzwi zapewniały komfort przewietrzania wnętrza. Standard zapewnia albo całkowite zamknięcie (zastosowaliśmy tylko dwa razy) albo całkowite otwarcie drzwi. Niestety nowy model Komodo+ (2006) nadal nie ma tej kwestii rozwiązanej.
W tropiku jak i we wnętrzu namiotu znajdują się dwa okna. Konia z rzędem temu, który wie po co te okna. Ich wiszące swobodnie fartuchy zamykające, nawet po otwarciu okien zasłaniają ich światło. Cyrkulacji powietrza te okna i tak nie wymuszają. Rzadko je otwieraliśmy. Jeśliby w nocy zaczęło padać, trzeba wyjść na zewnątrz aby je zamknąć. To jedyne miejsce przez które czasami przeciekała woda.
Moskitiera wnętrza namiotu jest bardzo gęsta. Niestety okna nie posiadają własnej moskitiery bardziej przepuszczalnej dla powietrza (wszyliśmy ją sami). Wejście ma inną moskitierę, która jest doskonała przeciw meszkom, ale słabo przepuszcza powietrze do wnętrza namiotu. Niestety nowe modele mają już bardziej rzadką moskitierę, co na Syberii skutkuje pogryzieniem w nocy przez meszki. My wszyliśmy drugie drzwi z rzadkiej moskitiery i używaliśmy drzwi odpowiednich do warunków owadowych na zewnątrz.
Jakość wykonania namiotu jest perfekcyjna i może być wzorem dla innych producentów. Niestety nie ma dużego wyboru rozmiarów, ani kolorów. Jakość materiałów jest najwyższej klasy i chyba tylko to jest powodem dla którego oceniam ten namiot jako dobry. Niestety projekt wykonania namiotu jest mało dopracowany i nie jest poprawiony w nowym modelu. Wygląda to tak, jakby projektant nigdy nie nocował w długich podróżach namiocie, a tylko wydumał sobie jak to powinno być. Jednakże cena odpowiada wartości, a producent jest zainteresowany uwagami i często wspiera pomysły swoich klientów. Polecam ten namiot dla wszystkich podróżników zmotoryzowanych (dla motocyklistów jednak jest zbyt ciężki). Chętnie służę radą jak dopracować namiot do własnych potrzeb.
Ciekawą alternatywą są namioty dwusekundowe - Quechua. Nowatorski pomysł konstrukcyjny. Zdarzyło mi się kilkakrotnie w nich spać. Są doskonałe na krótkie wypady w teren. Łatwo się rozkładają i łatwo składają (trzeba tylko pomyśleć i przeczytać instrukcję). Nie polecam ich jednak tym, którzy cenią sobie mały rozmiar po złożeniu, Quechua są duże ale płaskie, nadają się tylko do samochodowych podróżników. Nie są także dobre w trudnych warunkach atmosferycznych. Nie są odporne na silny wiatr, za mało mają sznurków, źle trzymają w czasie wiatru. Kiedy pada możesz się zamknąć całkowicie w namiocie, ale wtedy nie ma czym oddychać. Przedsionek jest więc źle rozwiązany. Kiedy go otworzysz, deszcz wali do środka. Trochę inaczej są rozwiązane większe wersje Quechua'y. Nie spałem w nich, ale rozkładałem i na oko są jeszcze gorzej skonstruowane pod względem wytrzymałości na trudne warunki atmosferyczne. Tak więc polecam te namioty tym, którzy wyjeżdżają z domu tylko w lecie i jak jest ładna pogoda. Zwłaszcza, że producent zaoszczędził także na materiałach (podłoga nie wytrzymuje nawet kamieni w Polsce, a co dopiero na stepie), są kiepskiej jakości. Jedyna zaleta tych namiotów i jedyny powód aby się nad nimi zastanowić, to nowatorska, a przede wszystkim niezwykle szybka metoda rozkładania i składania.
Od 2009 używam kolejnego wcielenia tego namiotu, stary przestał działać. Po wielu latach użytkowania miał juz dziury w podłodze, a zamki nie dały się już reanimować. Poszedł na prezent dla gościnnego Indyjczyka. Drugie wcielenia tego namiotu nie kosztowało więcej. Co poprawiono: małe okienka w dachu mają lepszą konstrukcję, chociaż delikatną i nadal pozbawioną moskitiery, którą musiałem znowu wszyć samodzielnie; dużo lepsze, aluminiowe szpilki; dużo lepszy worek na namiot, wreszcie się w nim mieści i łatwo zamyka. Co zepsuto: rzepy na klapkach osłaniających zamki od drzwi, przeszkadzają otwierać zamki, a nic nie dają; nadal mizerna gama kolorów; pomniejszono podwieszaną półkę na suficie; nadal nie ma możliwości otwarcia drzwi do połowy (patrz wyżej); nie ma możliwości całkowitego zamknięcia namiotu brezentowymi drzwiami, chociaż tylko dwa razy było mi to potrzebne przez tyle lat.  

W ciągu dwumiesięcznej wyprawy nad Bajkał i do Mongolii używaliśmy we dwoje namiotu Fjord Nansen model Veig Pro. Chciałem zamieścić tu kilka uwag w formie testu porównawczego tego namiotu do namiotu Marabut Comodo+.
Namiot kosztował 820zł (2011). Był w jednym tylko kolorze - zielonym. Zdecydowaliśmy się na niego, dlatego bo chcieliśmy czegoś nowego w stosunku do Marabut Comodo+ i z lepszych materiałów. Ważnym argumentem była także inna konstrukcja Fjorda... To namiot do półprofesjonalnego wykorzystania w extremalnie trudnych warunkach na wyprawach górskich. Posiada fartuchy przeciwśnieżne i wysokiej klasy materiały z jakich jest zrobiony. Pod tym względem przewyższa Marabuta Comodo+. Jednakże podłoga jest zrobiona z cieńszego materiału i jest mniej odporna na przebicie przez ostre kamienie, ale dzięki temu całość jest lżejsza o pół kilograma. Więcej o materiałach użytych do produkcji Fjorda. Zamki obu wejść są doskonałej jakości, tropik spełnia pokładane w nim nadzieje na super nieprzemakalność i wytrzymałość. A co do aluminiowego stelaża jest już dużo gorzej. W porównaniu do Marabuta Comodo+ już po trzecim użyciu stelaż odkształca się i to znacznie, pod koniec wyprawy, po kilkudziesięciu rozłożeniach i złożeniach, trzeba go prostować aby spełniał nadal swe funkcje.
Teraz konstrukcja. Zaprojektowanie dwóch wejść bardzo ułatwia przewietrzanie wnętrza w ciepłe dni oraz ułatwia dostęp do namiotu z każdej strony, lub dla dwojga ludzi, wtedy każdy ma swoje wejście i podczas wchodzenia nie musi budzić śpiącego wewnątrz towarzysza. To niewątpliwa zaleta Fjorda. Niestety przedsionki są tak zaprojektowane, że podczas nawet słabego deszczu muszą być szczelnie zamknięte aby deszcz nie napadł do wnętrza namiotu, co utrudnia wentylację w ciepłe dni. W Marabucie Comodo+ nie jest lepiej, ale własnym sumptem można to poprawić w wypadku Fjorda nie da się tego przedsięwziąć. Projekt moskitier w drzwiach Fjorda jest dobry ale zapięcia zrolowanej zasłony moskitiery wymagają dopracowania we własnym zakresie, brak jednego zapięcia, czyli funkcjonalność do bani. Mocowanie półki górnej jest niezbyt fortunne, przy każdym rozłożeniu namiotu półka się samoczynnie wypina z mocowań i trzeba ją na powrót przywieszać. Jest zbyt mało kieszeni w ściankach namiotu. Jednak żółta barwa wnętrza jest całkiem OK a materiał dużo milszy w dotyku niż w przypadku Marabuta Comodo+. Zaś mocowanie stelażu do kotw podłogi nie ma regulacji, co utrudnia odpowiednie napięcie tropiku. Wykonanie szwów oraz zszywanie całości pozostawia wiele do życzenia. Po napięciu tropik miejscami jest zbyt mocno nasztrymowany, a miejscami wisi luźno i nie można tego wyregulować. Na duży plus zasługują prowadnice stelaża, które ułatwiają montaż tego ostatniego do tropiku. Na plus zasługuje także kompresacyjny worek na zwinięty namiot. Jest duży i odpowiedni do rozmiarów zwiniętego namiotu.
Reasumując, w teście porównawczym namiotu Fjord Nansen Veig Pro kontra Marabut Comodo+, ten pierwszy wypada dużo gorzej pod względem wykonania, funkcjonalności większości szczegółów oraz ceny. Za to zyskuje pod względem jakości materiałów oraz wielkości i funkcjonalności dwóch wejść. Gdybym miał wybierać, któryś z tych dwóch namiotów na długą podróż, to wybrałbym jednak Marabuta Comodo+.  

W ciągu kilku krótszych wypraw motocyklowych i dłuższej, trampingowej po Indochinach używałem czeskiego namiotu Husky Sawaj Ultra. Zainteresowałem się nim z polecenia kolegi, głównie z powodu jego niskiej wagi i gabarytów w wersji złożonej.
Namiot kosztował 870zł (2013). Był w jednym tylko kolorze - zielonym. Tak jak w przypadku poprzednich namiotów, jakie używałem, tak i ten ma konstrukcję samonośną, to znaczy nie jest konieczne przybijanie go szpilkami do ziemi, aby mógł stać. To ważne w podróży, bo nie zawsze można wbić szpilki, czasami nocuje się na betonie. Jednakże przyszpilenie boków tropiku i przedsionka ułatwia wentylację wnętrza i chroni przed zmoczeniem wewnętrznej powłoki. Tropik jest wykonany z niezwykle cienkiego materiału, prawie jak bibuła. Podobno jest silikonowany i przez to taki odporny na przemoczenie - 5000mm wody na cm2. Podłoga ma 8000mm wody na cm2. To dość wysokie parametry jak na namiot wykorzystywany w sezonie wiosna-jesień.
Największą zaletą tego namiotu jest jego waga, tylko 1.89kg z pełnym wyposażeniem. Pakowany jest w worek kompresyjny 42cm na 14cm. We wnętrzu jest całkiem sporo miejsca. Może w nim spać dwie osoby na siłę, a wygodnie jedna osoba i spory bagaż. Jest dość wysoki w środku, bo aż 115cm i dość długi - 225cm + przedsionek 60cm. Szerokość tylko 100cm. Niestety we wnętrzu nie ma zbyt wiele schowków na drobne przedmioty, tylko dwie, małe kieszenie i sznurek przyszyty do szczytu kopuły. Tam powinna być podwieszana półka.
Zamki wyglądają i działają dość solidnie, niestety drzwi nie mają uchwytów, aby je przymocować na szybko w pozycji otwartej, przez co mogą przeszkadzać w zamykaniu zamków wnętrza i wkręcać się w suwak. Materiał tropiku jest tak cienki, że trzeba na to uważać, aby go nie zniszczyć. Tropik jest przyszyty na stałe do wewnętrznej powłoki, a stelaż wkłada się w rękawy, niewiedzieć czemu przyszyte od środka tropiku. Są one łącznikiem między tropikiem a wnętrzem. Może to wynik walki z ciężarem. Napięcie materiału podłogi można regulować paskami. Rękawy do stelaża są na tyle obszerne, że nie ma problemu z wyciąganiem go w porannej, wilgotnej porze. Pakowanie do obszernego worka kompresyjnego też nie nastręcza kłopotów. Stelaż wytrzymuje użytkowanie bez problemów, w porównaniu ze stelażem z namiotu
Fjord Nansen Veig Pro, jest pozbawiony wad. Ale należy zaznaczyć, że mocowanie stelaża do podłogi jest tak samo problematyczne jak w Fjord Nansen Veig Pro. Końcówki potrafią się wysuwać ze stelaża i zajmować czas podczas pakowania. A można było to zrobić tak dobrze, tanio, lekko i prosto jak w Marabucie Comodo+.
Powłoka wewnętrzna posiada drzwi zamykane całkowicie, albo zamykane na gęstą moskitierę antymeszkową. Podobna moskitiera jest wszyta w górne, dwa wywietrzniki. Niestety nie ma sposobu zwinięcia drzwi wejściowych do powłoki wewnętrznej w taki sposób aby nie walały się po podłodze.
Mocowanie namiotu do podłoża jest łatwe i szybkie. Sznurki są zrobione z odblaskowego materiału, aby ktoś na nie nie wszedł w nocy. Tropik ma odciągi na wypadek silnych wiatrów, ale nie ma fartuchów na wypadek śniegu.
Ogólnie namiot muszę uznać za bardzo udany, chociaż nie tani. Za jedyne wady można uznać: brak podwieszanej półki we wnętrzu; brak systemu szybkiego przypinania drzwi wejściowych na czas otwierania namiotu; brak systemu zamykania drzwi tylko do połowy, aby utrzymać dużą wentylację, ale to wada większości namiotów, trzeba sobie z tym radzić własną wynalazczością; brak systemu mocowania wewnętrznych, pełnych drzwi, po ich otwarciu i korzystaniu z moskitiery.  

W Rosji obowiązuje dość specyficzny system tankowania LPG na stacjach. Trzeba posiadać inne niż gdziekolwiek indziej przejściówki. Teoretycznie, podobnie jak w UE nie wolno tankować butli na stacjach paliw, ale praktycznie można to robić bez problemu. Trzeba jednak mieć swoją przejściówkę i do tankowania samochodu i do tankowania butli. Można ją sobie wykonać u tokaża, najlepiej z mosiądzu. Rysunek obok.  


FWT Homepage Translator